Najlepsza seria przygodowa: Pan Samochodzik, część 2

ciąg dalszy, tomy 1 – 4 dostępne tutaj

Nowe przygody Pana Samochodzika

Była to jedna z niewielu książek w serii, której w dzieciństwie jakoś nie doceniłem. Choć bawiłem się świetnie, to oczywiste, czytałem więcej niż raz, także jako “Pana Samochodzika i kapitana Nemo”, to jednak jakoś lekce sobie ważyłem ten epizod. Tymczasem po latach niespecjalnie widzę powody do lekkiego potraktowania tej książki. Po prawdzie wada jest tylko jedna: brakuje wykładów, tego jednego tematu, którego autor trzyma się podczas rozwiązywania zagadki.

Bohater rzecz jasna szuka skarbu, ale tym razem Zbigniew Nienacki skarb potraktował bardzo “byle jak”. Oto szukamy ciężarówki wypełnionej dobrem, która zatonęła na jednym z jezior. Oczywiście dobra były zrabowane przez hitlerowców, wiadomo. Ale ani sam skarb, ani jego historia nie są ciekawe, ba, historii po prostu nie ma. I tego brakuje, tych wykładów, tego wyłożenia w kilku ciekawie napisanych akapitach czegoś, czego się nie wiedziało. Continue reading →

Najlepsza seria przygodowa: Pan Samochodzik, część 1

Uwielbiam czytać książki. Robię to od tak dawna, że naprawdę nie pamiętam, kiedy przeczytałem pierwszą i jaki był jej tytuł. Mama posiadała (i częściowo nadal posiada) ogromną (szczególnie w skali mieszkania mniej niż 60 m kwadratowych) bibliotekę, a w niej dziecko mogło odnaleźć dziesiątki dobrych rzeczy. Tam odnalazłem pierwsze dwa tomy o Narni, sporo książek Astrid Lindgren (ta potrafiła pisać!), niezapomniane Muminki (zepsułem Mamie tomy wydane w twardych oprawach, “zaczytałem” na śmierć) i wiele innych. I choć nie trafiłem na ani jedną powieść Alfreda Szklarskiego, który czekał na mnie z Tomkami aż skończyłem tak ze 14 lat, trafiłem na całkiem sporo książek Zbigniewa Nienackiego. W tym “Uroczysko”, stąd od dawien dawna wiedziałem, że Pan Samochodzik występuje w większej ilości powieści, niż tylko te o Panu Samochodziku, a co było takim wielkim odkryciem setek, jak nie tysięcy innych młodych czytelników. Nie pamiętam, który tom przeczytałem pierwszy, czy była to moja ulubiona do dziś “Tajemnica tajemnic”, czy może jednak “Fantomas” albo “Winnetou”. Ale wiem, że mnie ten pan zafascynował. Tomasz N., bohater cyklu do dziś jest dla mnie wzorem do naśladowania, i w dupie mam to, czy był czerwony, czarny, czy w kolorach tęczy. To był wspaniały bohater, którego i dziś warto sobie postawić na piedestale.

Czasem mam kryzys, i mimo dostępu do dziesiątek tysięcy (dosłownie) nieznanych powieści sięgam po coś doskonale znanego. W tym roku zaliczyłem już całego Harry’ego Pottera, a teraz przyszedł czas na pana Nienackiego. Jedziemy z tym koksem.Continue reading →

Ach, ta Yakuza! I ci Japończycy! Jak oni potrafią robić gry!

Yakuza oraz jej remaster, Yakuza Kiwami, pokazują historię Kiryu Kazumy, który w latach 90. trafia do więzienia i wychodzi na początku lat 2000. W tym miejscu na dobre zaczyna się historia bohatera, kontynuowana przez jak na razie pięć kolejnych części. Brzmi to dość skomplikowanie, jak tu grać w taką szóstkę, gdy nie znamy całej historii bohatera? Obejrzenie streszczenia poprzednich jego przygód to nie to samo, co wzięcie w nich udziału…

Ponieważ cykl zyskał drugą młodość i w ostatnim czasie stał się dość popularny, SEGA przygotowała remaster pierwszej części, pracuje nad remasterem drugiej, ponadto ostatnio dowiedzieliśmy się, że powstaną także remastery części 3 i 4, wydanych uprzednio na PlayStation 3. A żeby zrobić jeszcze większy hype, SEGA wypuściła Yakuzę 0, czyli opowieść o czasach, gdy Kazuma Kiryu dopiero stawiał pierwsze kroki w Kamurocho, poznając smak przynależenia do rodziny. I ta odsłona stanowi rewelacyjny start, początek przygody, zachętę do sięgnięcia po kolejne części.Continue reading →

Niestety, ale „Dziewczyna z pociągu” to nie jest, czyli o drugiej powieści Pauli Hawkins

Nie powiem, żeby “Dziewczyna z pociągu” mnie zwaliła z nóg, znacznie bardziej od fabuły pamiętam całkiem sprawne zaprezentowanie choroby zwanej alkoholizmem. Z myślą, że za to autorce należy się szacunek sięgnąłem po kolejną powieść pani Hawkins, ale tym razem nie było się czym zachwycać.

Tak naprawdę sprawa dotyczy odpowiedzi na jedno podstawowe pytanie: czy autorka chciała napisać thriller o morderstwach z klasyczną zagadką: “kto zabił?”, a przy okazji opowiedzieć o naznaczonym pewnym wydarzeniem związkiem dwóch sióstr? Czy ważniejszy był motyw, który ów związek zniszczył, wypaczył, a fabuła była jedynie dodatkiem? Taka Asa Larsson czy Hakan Nesser z całą pewnością wybrali by drugą opcję, której ja mocno kibicowałem. To mnie interesowało, tak, jak w poprzedniej książce kwestia alkoholowa.Continue reading →

Jakie czasy, taka fantastyka socjologiczna, czyli o „Opowieści Podręcznej” słów parę

Podobnie jak w przypadku ‘Gry o tron”, o tym, że taka powieść w ogóle istnieje dowiedziałem się dopiero, gdy zaczęto tworzyć serial. A że nie mam w zwyczaju oglądać produkcji tv bez znajomości oryginału książkowego, po “Opowieść Podręcznej” sięgnałem. Przeczytałem. I jestem tak zmęczony, że serial na razie zostawiam w spokoju.

Powiedziano już o książce tak wiele, i zinterpretowano ją na tyle możliwych sposobów, że dosłownie każda frakcja osiągnęła już chyba zadowolenie. Tymczasem wydaje mi się, że wpierw wypadałoby powiedzieć, że “Opowieść Podręcznej” jest książką z gatunku fantastyki naukowej, a konkretnie podgatunku fantastyki socjologicznej. I że na półce może spokojnie stać obok Orwella i Zajdla. I że warto rzecz przeczytać bez usilnego poszukiwania fragmentów, którymi można poprzeć jakieś tam tezy, własne czy cudze. Warto spróbować po prostu przeczytać opowiedzianą tu historię, która – info dla tych, którzy nie znają, a się wymądrzają – wcale nie jest wypełnioną seksem i hedonizmem obrzydliwością. Nie jest także – info dla innych, którzy nie znają, ale się wymądrzają – powieścią o biednych, słabych kobietach. Ani twardych, mocnych kobietach. Ani o mężczyznach, którzy myślą tylko o jednym, kobiety mając za przedmioty. Nic ale to nic z tych rzeczy.Continue reading →

Zjednoczmy wszystkie siły, kapitalisto miły, czyli wreszcie skończyłem czytać „Grona gniewu”

Nie da się ukryć, że Grona gniewu są powieścią o wiele trudniejszą w odbiorze od klasyków takich jak Myszy i ludzie czy Na wschód od Edenu tego samego autora. Zarówno pod względem poruszanej tematyki, jak i pióra pisarza, tu swobodnie wędrującego po opowiadanej historii, pozornie chaotycznie. Te rozdziały, które na chwilę zostawiają rodzinę Joadów, by móc skupić się na przemyśleniach dotyczących życia w Oklahomie, albo wcielić się w rolę sprzedawcy samochodów, który zbija fortunę na tysiącach wędrujących na zachód rodzin – te rozdziały znacząco utrudniają zapoznanie się z postaciami, a jednocześnie są chyba najlepszym momentem książki. Pozorny chaos w lekturze towarzyszy czytelnikowi do dosłownie ostatniej sceny – rzeczy tak mocnej, że po prawdzie nie wiadomo, co o niej od razu pomyśleć, jak to przyjąć. I dopiero po chwili, pamiętając o całej rodzinie tu przedstawionej, o powolnym jej upadku, jako grupy społecznej, jej degradacji, kolejnych umykających w bok członkach, dopiero wtedy ostatnia scena jest jak wisienka na torcie. Albo jak ostatni gwóźdź do trumny, bo jednak wydźwięk powieści jest jednoznaczny i w przeciwieństwie do nakręconego filmu nie oferuje żadnej złudnej nadziei.Continue reading →

Co stanie się z nami, gdy nadejdzie koniec?

Jestem naturalnym odbiorcą tego typu literatury, nic więc dziwnego, że subiektywnie oceniam książkę dość wysoko. Jest to dzieło w bardzo udany sposób ukazujące przyczyny powstawania nastrojów faszystowskich w nawet najbardziej tolerancyjnych społeczeństwach. Oto Islandia, nam kojarząca się jako mityczny kraj mlekiem i miodem płynący, z powszechnym dobrobytem i życiem na wysokim poziomie. Jednak pewnego dnia ta niewielka wyspa, ten skrawek skały z odrobiną uprawnej ziemi zostaje odcięty od reszty świata. Nie wiadomo co się stało, i czy jest to sprawa na miarę zaledwie Europy, czy też całego świata. Kto podejmuje próbę opuszczenia Islandii, z tym kontakt się urywa. Prezydent i premier byli poza krajem, musi powstać coś tymczasowego, jakieś centrum zarządzania kryzysem. Continue reading →

Okrutny wiek XX na ziemiach polskich, czyli sześć tomów „Zemsty i przebaczenia”

Po pierwszym tomie cyklu “Zemsta i przebaczenie” byłem bardzo zadowolony i oczywiście sięgnąłem po kolejne. I choć całość serii okazała się być czymś innym, niż przypuszczałem, a może nawet liczyłem, i tak trudno mi książek Joanny Jax nie polecić.

Otóż liczyłem na historię być może w stylu serialu “Dom”, gdzie na przykładzie kilku postaci będziemy mogli obserwować zmiany w Polsce od czasów przedwojennych do powojennych. Po prawdzie “Zemsta i przebaczenie” dokładnie tym jest, ale czas, o którym mówi jest znacznie bardziej ograniczony, niż mi się marzyło. O ile akcja zaczyna się wystarczająco długo przed II wojną światową, tak prawie wszystkie tomy opowiadają o czasie wojny, a przemian po niej dotyczy tom ostatni, i historia kończy się na długo nawet przed pierwszymi zrywami Polaków przeciwko władzy komunistycznej, a co dopiero marzyć o dotarciu z opowieścią do lat 90. Continue reading →

Bzdury, że faktycznie, aż strach… ;)

Nie pamiętam ile mogłem mieć lat, gdy pierwszy raz natknąłem się na powieści Grahama Mastertona. Niewiele, było to gdy odszedł PRL, przyszła RP i wraz z nią setki kolorowych książek z atrakcyjnymi, wyzywającymi wręcz okładkami. Książki te, jak wszystkie w domu moich rodziców, leżały sobie na wierzchu, czytane, także przeze mnie. A przynajmniej ich początki.

Na zawsze zapamiętam przerażenie, jakie ogarnęło mnie już w trakcie kilku pierwszych stron książek takich jak Manitou czy Kostnica. Wówczas nie doczytałem ich do końca, lecz mimo to strach pozostał ze mną na długo; nawet dziś wydaje mi się, że mogę sobie przypomnieć jak wówczas ogarniała mnie najczystsza groza, przekonanie, że to wszystko prawda. Banalne pomysły Grahama Mastertona trafiały na podatny grunt, siejąc niechęć do powieści z dreszczem (i grozy samej w sobie), która pozostała ze mną długie lata.Continue reading →

Kompletna strata czasu, czyli Rizzoli i Isles po raz dwunasty

Nigdy nie uważałem Tess Gerritsen za pisarza z pierwszej ligi; bardziej za sprawnego rzemieślnika. Kolejne tomy o Jane Rizzoli i Maurze Isles czytało się nieźle, ale większych fajerwerków dawno przestałem się spodziewać. Autorka czasem mnie zaskoczyła, oferując książkę o jakości jednak ponadprzeciętnej, ale przeważnie lektura była po prostu ok. Niestety jednak nie tym razem. “Sekret, którego nie zdradzę” to chyba najsłabsza część cyklu, w której wyraźnie widać, że sławna seria stała się sposobem na dochód, a autorka nie odczuwa presji oferowania czytelnikom lektury, którą będzie można zapamiętać na dłużej.Continue reading →

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.