Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Powrót „Nocarza” bardziej niż udany!

Na wieść o tym, że Magdalena Kozak w maju zamierza wydać napisaną po dłuższej przerwie kontynuację cyklu Nocarz, nie powiem, byłem bardzo „za”. Jest to jedna z tych serii, którą mam i na półce, i w wersji elektronicznej, i w ogóle całość zaliczyłem więcej niż trzy razy. Bardzo bawi mnie wizja wampirów wyposażonych w najróżniejsze rodzaje broni i zachowujących się jak jednostki specjalne. Stąd parę tygodni temu ponownie skończyłem pierwotną trylogię, a teraz, po przygodzie z Młodym mam ogromną nadzieję, że na tej jednej pozycji się nie skończy. Powrót do świata Vespera, Neksa, Ultora i reszty barwnych postaci jest bowiem czystą przyjemnością.

Przez tych parę lat u mnie się nic nie zmieniło w kwestii militariów, mundurów i broni – wciąż zadowala mnie pozycja obserwatora, w ogóle mnie to nie kręci. Mimo to autorka wciąż potrafi mnie zainteresować – i to jest ten element, którego tak brakowało mi we Fiolecie i Łzach diabła. Od dawna powtarzam, że Magda Kozak potrafi, że jeśli do otoczki militarno-wojennej doda dobrą fabułę i ciekawe postaci, tak doprawdy każdy rodzaj czytelnika będzie się dobrze bawił. A w przypadku cyklu nocarskiego mamy i jedno, i drugie.Continue reading →

Powrót do szkoły średniej, czyli wspaniała przygoda z Persona 4 Golden

Na przełomie wieków byłem szczęśliwym posiadaczem konsoli Sony PlayStation. Zapewniła mi ona wiele doskonałej zabawy, a z perspektywy czasu zauważam, że w owym czasie najlepszą zabawą były dla mnie japońskie RPG. W przeważającej większości ogrywałem tytuły SQUARESOFT’u, ale nie była to jedyna firma robiąca doskonale gry. Wśród innych producentów na zawsze zapamiętałem firmę ATLUS, dzięki grze, która na mojej płycie (rzecz jasna „kopii zapasowej”) opisana była jako Persona 2. Tytuł wciągnął mnie bez reszty, i na zawsze zapamiętam uczucie rozczarowania i pustki, jakiego doznałem, gdy gra ładnie napisała mi: „please insert disc 2”. A ja rzecz jasna miałem tylko jedną płytę…Continue reading →

Eksperyment zdecydowanie nieudany, rzecz raczej tylko dla najwierniejszych fanów

Zachwycając się powieściami takimi jak „Cujo” czy „Christine” najbardziej uderzał mnie talent autora do opisania czegoś prostego, pomysłu banalnego wręcz, w tak rozbudowany, ciekawy i pomysłowy sposób. Oto pisarstwo właśnie, to, co mnie z nóg zwala najbardziej – prosty pomysł ale wspaniałe., pełne polotu wykonanie. Niestety jednak każdy czasem może się potknąć, nawet Stephen King. Bo inaczej niż potknięcia i pomyłki nie potrafię nazwać tej miniatury, którą jest „Rok wilkołaka”.

Wytłumaczeniem formy ma być podobno zamówienie/prośba, aby autor przygotował coś niedługiego, zbudowanego z dwunastu fragmentów, co może znaleźć się na kalendarzu. King zatem wybrał postać wilkołaka, bo przecież jest autorem horrorów, a legendy mówią o przeobrażeniu w potwora w okresie pełni, czyli cyklu miesięcznym.Continue reading →

Im prostszy pomysł, tym lepsza fabuła? Czyli znowu o Kingu z szacunkiem

„Christine”, podobnie jak „Cujo” jest pozycją, którą naprawdę trudno przegapić. Czy to ze względu na sławę autora, czy popularność filmów na podstawie książek – trudno znaleźć kogoś, kto by nie kojarzył, że Christine, to – ten, no wiesz, ten samochód, co mordował ludzi.

Pomysł brzmi prostacko. Nawet jeśli za punkt wyjścia weźmiemy założenie, że horror równa się bzdury, tak opracowanie pomysłu o mordującym ludzi samochodzie brzmi nawet wówczas nieco żałośnie.

Tym bardziej zachęcam do sięgnięcia po książkę, jest ona bowiem popisem takiego talentu pisarskiego i takiego polotu i swobody narratora, że nawet mordujący ludzi samochód jej nie jest w stanie zaszkodzić.Continue reading →

King trochę inny, niż zwykle, ale wciąż bardzo dobry

„Martwa strefa” wydaje się być mniej promowaną powieścią Stephena Kinga; nie widać tego tytułu we wszelakich zestawieniach, nie występuje obok „Carrie„, „Cujo” czy „Lśnienia„, czyli innych powstałych w podobnym okresie książkach – na początku kariery pisarza. Po lekturze muszę przyznać, że jestem trochę zaskoczony tą nieobecnością, bowiem „Martwa strefa”, wydana w Polsce także jako „Strefa śmierci” jest pozycją bardzo dobrą, według mnie co najmniej dorównującą wyżej wymienionym.

Może nie jest to faktycznie horror, choć to, co przedstawia nam King także może być straszne. Są różne rodzaje strachu, potocznie wydaje się, że najbardziej boimy się duchów, istot nie z tego świata, demonów itp. Są jednak ludzie, którzy w życiu nie poświęcili chwili na chociażby rozważanie istnienia świata nadprzyrodzonego, a jednak czują gęsią skórkę na myśl o proroctwach i przepowiedniach. Nostradamus chociażby – ten w dzisiejszych czasach zrobiłby karierę! Albo z innej beczki – objawienia fatimskie. Dzieci coś widziały, a przynajmniej w danej chwili były pewne, że widziały. Przekazały wiedzę dalej, a ta została wykorzystana, odczytana, ujawniona. Można wyśmiewać istnienie duchów, a jednocześnie odczuwać pewny niepokój na myśl o „trafionych” przepowiedniach. I tym rodzajem niepokoju posługuje się King w „Martwej strefie”.Continue reading →

„Cujo” – i zastanawiaj się co cię bardziej przeraża

Trudno dziś znaleźć kogoś, kto mógłby nie wiedzieć czym i o czym jest powieść “Cujo”. Jedna z pierwszych powieści Stephena Kinga, o której dziś autor mówi, jakoby zupełnie nie pamiętał większej części procesu jej tworzenia, z powodu swojego aktywnego wówczas nałogu alkoholowego. Dla tych, którzy żyją pod kamieniem szybkie skierowanie na odpowiedni tor: jest to horror (patrz: nazwisko autora), którego głównym bohaterem jest pies rasy bernardyn. Chory na wściekliznę.

Wiadomo, że narrację to King ma świetną. A nim zaczął kreować tysiącstronicowe cegły potrzebujące nożyc potrafił zmieścić się z opowieścią w znacznie krótszych ramach, dzięki czemu narracja była tylko świetna, bez dłużyzn i zbędnych jednak słów, jak w wielu późniejszych powieściach. “Cujo” należy do tej właśnie kategorii – powieści raczej szybkiej, dynamicznej, pełnej zwrotów akcji. Ale wcale nie pozbawionej kingowskich dygresji o życiu codziennym człowieka amerykańskiego, o zdradach kobiet, braku honoru u mężczyzn, ogólnej tępocie ludzkości i dziecięcej ufności w przyjaźń i miłość, ale i podatności na złe wzory u dorosłych.Continue reading →

Final Fantasy X / X-2 HD Remaster, czyli o grze dobrej, i grze dobrej mniej

Tak naprawdę w miarę dobrze kojarzę serię Final Fantasy z lat 90. ubiegłego wieku (a nawet tysiąclecia). A już doskonale znam trzy tytuły cyklu, od części VII, jedynej, którą naprawdę ukończyłem, poprzez VIII, przy której spędziłem największą ilość godzin, do IX, której klimat podobał mi się najbardziej, ale która jest tytułem bardzo wymagającym, trudnym. Potem nadeszły czasy konsoli PlayStation 2, a dla mnie nadeszły czasy odstawienia hobby zwanego graniem, czasy ciemne i nieprzyjemne.

Na szczęście teraz żyjemy w dobie wiecznych remasterów. O ile po zakupie nowej konsoli taka sytuacja drażni, bo chcemy nowości, tak z czasem zwyczaj ten można docenić. Na przykład w momencie, gdy na PlayStation 3, a także na PlayStation 4 i Vitę wychodzi poprawiona, ładniejsza wersja dziesiątej części cyklu Final Fantasy, w dodatku od razu z kontynuacją.  Ponieważ na Vicie zamierzam rozegrać czwartą odsłonę serii Persona, w przypadku X / X-2 zdecydowałem się na wersję dla najnowszej konsoli Sony.Continue reading →

„Nocarz”, „Renegat”, „Nikt” – czyli ponowna przygoda w oczekiwaniu na nową powieść w serii

Parę dni temu pojawiła się informacja, że w maju ukaże się nowa powieść Magdaleny Kozak, zatytułowana „Młody”. I co? I, proszę ja Was, ma to być powrót do bez wątpienia NAJLEPSZYCH książek tej autorki, czyli cyklu o wampirach. Wampirach-żołnierzach, nie wampirach-bożyszczach nastolatek. Wampirach-wojownikach, podzielonych na frakcje, gdzie część pragnie pokojowej koegzysencji z ludźmi, a dla części ludzie na zawsze pozostaną jedynie pokarmem. Uważam się za fana cyklu, strasznie mnie wieść o powrocie do tego świata ucieszyła, moje „wtyki” u autorki doniosły, że książka jest OK, a oczekiwanie na premierę postanowiłem sobie umilić powrotem do Vespera i jego przygód.Continue reading →

Lost Echo, czyli stracone pomysły i stracone pieniądze

Z przygodówkami typu point’n’click mam ten problem, że bardzo wiele zaczynam, ale zaledwie kilka ukończyłem. Taki ze mnie kiepski rozwiązywacz zagadek. Lost Echo, wydane na platformy mobilne, należy do tej drugiej kategorii – faktycznie dotarłem do napisów końcowych. Dałem radę, pomimo, że w zasadzie gra boleśnie pokazuje jak można zepsuć naprawdę dobry pomysł…

W tytule wcielamy się w rolę Grega, inżyniera wynalazcy w świecie wyglądającym jak stosunkowo niedaleką przyszłość. Wraz z miłością swego życia, kobietą o imieniu Chloe, nasz bohater udaje się na lody, ot, dzień jak co dzień. Nagle doświadcza błysku światła, przytomność odzyskuje w szpitalu, a nie dość, że Chloe nigdzie dookoła nie ma, to jeszcze wszyscy dookoła zachowują się, jakby kobieta nigdy nie istniała.Continue reading →

„Szklana pułapka” na Wyspach Owczych, czyli o „Promie” słów parę

Jeżeli uznamy, że „Enklawa” posiadała elementy thrillera, a „Połów” był rasowym kryminałem, tak „Prom” można zaliczyć do literatury sensacyjnej. Autor powracając do policjantki Katrine Ellegaard i byłego żołnierza (i skazańca) Hallbjorna Olsena mocno skręcił z obranej drogi, fundując nam dalsze losy pełne fajerwerków. W trzeciej części nie ma ani odrobiny nudy, która towarzyszyła mi podczas tomu drugiego; to powieść wypełniona akcją, nowoczesna odpowiedź na filmy z Hollywood, ze szczególnym naciskiem na cykl „Szklana pułapka”.

Powieść jest bardzo dynamicznie napisana, a to, co przeżyć muszą znani nam, lubiani bohaterowie… to wydarzenia tak okrutne, że czytelnik nie nadąża przewracać oczami, pragnąc jak najszybciej iść dalej i dalej, aż do jakiegoś rozwiązania, uspokojenia, momentu wytchnienia. Remigiusz Mróz pokazuje się w tej książce jako autor bezlitosny, aż boli oglądanie okrutnego losu, boli, ale i fascynuje. Ciekawe, czy będzie ciąg dalszy? Bo zakończenie jest bardzo odważne i… definitywne. Przyznam się, że chętnie bym jeszcze do bohaterów wrócił, tak ich polubiłem.Continue reading →

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.