Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Bzdury, że faktycznie, aż strach… ;)

Nie pamiętam ile mogłem mieć lat, gdy pierwszy raz natknąłem się na powieści Grahama Mastertona. Niewiele, było to gdy odszedł PRL, przyszła RP i wraz z nią setki kolorowych książek z atrakcyjnymi, wyzywającymi wręcz okładkami. Książki te, jak wszystkie w domu moich rodziców, leżały sobie na wierzchu, czytane, także przeze mnie. A przynajmniej ich początki.

Na zawsze zapamiętam przerażenie, jakie ogarnęło mnie już w trakcie kilku pierwszych stron książek takich jak Manitou czy Kostnica. Wówczas nie doczytałem ich do końca, lecz mimo to strach pozostał ze mną na długo; nawet dziś wydaje mi się, że mogę sobie przypomnieć jak wówczas ogarniała mnie najczystsza groza, przekonanie, że to wszystko prawda. Banalne pomysły Grahama Mastertona trafiały na podatny grunt, siejąc niechęć do powieści z dreszczem (i grozy samej w sobie), która pozostała ze mną długie lata.Continue reading →

Kompletna strata czasu, czyli Rizzoli i Isles po raz dwunasty

Nigdy nie uważałem Tess Gerritsen za pisarza z pierwszej ligi; bardziej za sprawnego rzemieślnika. Kolejne tomy o Jane Rizzoli i Maurze Isles czytało się nieźle, ale większych fajerwerków dawno przestałem się spodziewać. Autorka czasem mnie zaskoczyła, oferując książkę o jakości jednak ponadprzeciętnej, ale przeważnie lektura była po prostu ok. Niestety jednak nie tym razem. “Sekret, którego nie zdradzę” to chyba najsłabsza część cyklu, w której wyraźnie widać, że sławna seria stała się sposobem na dochód, a autorka nie odczuwa presji oferowania czytelnikom lektury, którą będzie można zapamiętać na dłużej.Continue reading →

Jak Robinson zagubiony w kosmosie, czyli o Alone with You słów parę

Zawsze gdy przeczytam świetną książkę lub ukończę świetną grę mam coś w rodzaju kulturalnego kaca. Jakie są szanse, że kolejna gra/książka będzie tak samo dobra? Praktycznie za każdym razem musimy mierzyć się z czymś, co w innych okolicznościach mogłoby się podobać, jednak po spędzeniu kilkunastu lub więcej godzin z produktem dającym tak wiele radości inne, konkurencyjne produkty bledną. Miałem to po Skyrimie, miałem po Wiedźminie, miałem po dziesiątkach świetnych tytułów. Mam i po Far Cry 5.

Jednak tym razem zamiast marudzić, postanowiłem spróbować czegoś innego. Czegoś specjalnie, jakby na złość gigantom AAA, małego, niedużego, drobnego. I nie na PS4, nie na telewizorze, a na Vicie, z boku, z pełną świadomością grania w drobiazg. Indyczka. Popierdółkę. Z radością donoszę, że system działa, a wzięta na warsztat gra Alone With You spełniła pokładane w niej nadzieje. Nie dopuściła do rozwinięcia kaca i do jeszcze większego marudzenia że “nie ma w co grać”.Continue reading →

No one is coming to save you, czyli o moim zachwycie nad Far Cry 5

Wszyscy wiemy, że najlepszą odsłoną cyklu Far Cry jest część trzecia. Czwórka niezbyt twórczo rozwinęła myśl trójki, a usytuowany w prehistorii Primal poszedł w rozwoju tak daleko, że aż stanął w miejscu. Patrząc z boku na piątkę obiektywnie trudno jest znaleźć wiele zmian na tyle istotnych, by mówić o rozwoju na tle wciąż wspominanej trójki. Ale mimo to bez wahania powiem głośno, że od końca marca 2018 roku najlepszą odsłoną cyklu Far Cry jest właśnie piątka!

Bo tak naprawdę jakby pomyśleć dlaczego gracze wciąż wychwalają część trzecią, to po dokładniejszej analizie okazuje się, że z powodu… złoczyńcy. Pirat Vaas (świetnie zagrany przez Michaela Mando) tak bardzo zapadł nam w pamięć, że oczekiwaliśmy cholera jedna wie czego przy części czwartej. Bo na pewno nie zmian w sposobie rozgrywki, która jest aż tak przyjemna. Oczekiwaliśmy przede wszystkim następcy Vaasa, jednak z całym szacunkiem dla Troya Bakera jego Pagan Min nie było wystarczająco dobrym kandydatem. To się jednak zmienia w najnowszej odsłonie, w której spośród czterech czarnych charakterów każdy na swój sposób daje radę, jednak wg mnie dwoje z nich przebija Vaasa. Mowa tu o Faith i samym Ojcu, Josephie Seedzie.Continue reading →

Synowie Anarchii w wersji rysunkowej

Serial Sons of Anarchy uważam za jeden z lepszych, jakie dane mi było obejrzeć w ostatnich latach. Pewnie, że nie ma startu do takich klasyków jak Breaking Bad, ale był niezły, angażujący, i co najważniejsze – skończył się nim upadł, co zdarza się tak rzadko (Dexter na zawsze w naszych sercach).

Jak się okazało, pojawiły się inne media opisujące losy gangu z Charming. Zostało wydanych 25 epizodów komiksu opisującego znanych nam bohaterów, a całość rozpoczyna się od sześcioodcinkowego mini cyklu, którego bohaterem jest mój ulubiony Alex “Tig” Trager, szalony maniak, przeżywający ciągle okrutnie zadaną śmierć swojej córki. Przygoda dzieje się w czasach, gdy na scenie pojawił się czarnoskóry gangster Pope, i nim Jax tę sprawę załatwił.Continue reading →

Yakuza Kiwami, czyli druga szansa by poznać niezwykłą serię gier

To nie jest moje pierwsze spotkanie z serią Yakuza. Grałem już w czwórkę i wydaje mi się, że nawet doceniłem. Mimo to niespecjalnie interesowałem się innymi epizodami cyklu, aż do teraz. Dzięki remake’owi pierwszej części, teraz zatytułowanemu Yakuza Kiwami, stałem się fanem i chcę więcej.

To dopiero początek przygody Kazuma Kiryu, i o wiele lepiej się gra oglądając wydarzenia w układzie chronologicznym. W czwórce Kiryu był zaledwie jednym z czworga bohaterów – tu jest sam i daje się nam dobrze poznać. Początek gry to połowa lat 90., obserwujemy dlaczego Kazuma trafił do więzienia, o co chodzi, poznajemy kolejne ważne postaci z jego mafijnej rodziny, wychodzi z więzienia w 2005 roku – gramy.Continue reading →

Ile Kinga w Kingu? A którego Kinga?

O ile Joe Hill ambitnie, specjalnie wydaje swoją twórczość pod niepełnym nazwiskiem, tak drugi syn Stephena Kinga – Owen – takich zapędów nie ma. Jakiś czas już zastanawiałem się jak potrafi pisać, i wreszcie nadarzyła się okazja, bowiem pod “Śpiącymi królewnami” podpisał się zarówno syn, jak i ojciec. A przynajmniej tak myślałem, jednak jak się okazało – błędnie.

I bez zbędnego pitolenia powiem od razu – książka to typowa dla Stephena Kinga kniga, zdecydowanie za długa, w której do czynienia mamy z absolutnie dziwnym pomysłem i początkowo rewelacyjnym wykonaniem. Opis małego miasteczka, przedstawienie bohaterów, zależności między nimi, nakreślenie sytuacji, opis więzienia dla kobiet – to jest kawałek świetnej literatury. Mamy tu wszystko, z czego King jest znany, w czym jest mocny. Niestety potem jest już mniej kolorowo, a książka coraz trudniej się broni. Kto zna choć kilka klasycznych powieści Mistrza, ten dosłownie zaczyna dostrzegać wydarzenia nim do nich dojdzie, a bohaterowie powoli zaczynają się ustawiać na swoich miejscach w schemacie kreowania długiej powieści o małym miasteczku. W obliczu globalnego/lokalnego kataklizmu i wywołanego tym chaosu. To już było. To lepiej przeczytać “Bastion” lub “Pod kopułą”.Continue reading →

Komedia romantyczna? Jasne, przez chwilę, a potem będzie bolało, czyli polecam „Jak zawsze” Miłoszewskiego

Ależ mi się ta powieść podoba! Wreszcie Zygmunt Miłoszewski napisał coś, co z pełną mocą mogę innym polecić, co uzasadnia jego niezwykłą popularność. Bo że jest dobry w PR, to wiemy. Ale teraz dowiódł, że potrafi, bowiem “Jak zawsze” jest wreszcie książką inną, niż poprzednie, którą nie tak łatwo będzie z czymś porównać, co nie było nigdy problemem u Szackiego, ani w “Bezcennym”.

Rzecz opowiada o małżeństwie, które szykuje się do pięćdziesiątej rocznicy swojego ślubu… No dobra, nie ślubu, tylko pierwszego razu. I tak, rację mają ci, którzy piszą, że w książce jest sporo seksu. Jest go dużo, ale uważam, że ani raz nie jest tu przedstawiony dla sportu, jest bowiem pokazany jako nieodłączny element istnienia tego konkretnego małżeństwa. Co pozwala nam sporo zrozumieć o bohaterach i tym szybciej zacząć żyć ich życiem.Continue reading →

Idealny zabijacz czasu, zawsze pod ręką – oto Pug’s Quest

W ostatniej paczce gier mobilnych od Humble Bundle trafiłem m.in. na grę Pug’s Quest, która urzekła mnie od pierwszych chwil. Oto idealny sposób na zabicie naprawdę krótkich przerw między codziennie wykonywanymi czynnościami. Tytuł wprost stworzony do szybkich partyjek pozwalających na moment uciec od monotonii w szkole/pracy/kościele.

W grze wcielamy się w rolę psa o imieniu Pug. A tytułowym zadaniem jest uratowanie trojga kumpli, których niecny hycel wziął i zamknął za kratami. Rozgrywka to połączenie zabawy zręcznościowej z prostymi zagadkami, a sposób sterowania idealnie komponuje się z dotykowymi ekranami.Continue reading →

O Fire Emblem: Shadows of Valentia na tle części sprzed piętnastu lat

Jedyną, jak dotąd, odsłoną serii Fire Emblem, którą udało mi się ukończyć, była bodajże druga część spośród tych wydanych na konsolę GameBoy Advance, o podtytule The Sacred Stones. Przygody rodzeństwa bardzo mnie wciągnęły, tak bardzo, że faktycznie dotarłem do napisów końcowych, co mocno mnie zaskoczyło; w tamtych latach byłem raczej niecierpliwym graczem, a system rozgrywki w cyklu ma jedną zasadę: trup pozostaje trupem. W tych grach strategiczno-taktycznych zbieramy z czasem coraz większą drużynę, jednak jeśli ktokolwiek z naszych podczas bitwy straci wszystkie punkty życia – umiera, a gracz traci dostęp do danej postaci. To boli. Continue reading →

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.