Paweł Siedlar, "Rozdeptać pająka" tom 2

Rozdeptac pajaka 2Drugi tom opowieści o Bernardzie, malarzu i poecie, rozpoczyna się w momencie, gdy bohater wciąż przebywa a Ameryce. I trafiamy na dwa elementy, które zaniżają jakość przedstawionej tu historii. Pierwszym z nich jest skłonność autora do zamykania wątków przez uśmiercanie postaci, która rozpoczyna się w Nowym Świecie i trwa już do końca książki. Drugim, znacznie gorszym, jest wprowadzenie elementów mistycyzmu. Bernard rozmawia telepatycznie(?) z przyjaciółką, komunikuje się z nią po jej śmierci… Taki stan rzeczy możnaby zaakceptować, zrzucić na psychikę człowieka, który miał w życiu różne przejścia, gdyby nie fakt, że po jednej z takich “rozmów” nasz malarz i poeta w jednym otrzymuje przedmiot – namacalną rzecz. I nagle zauważamy, że choć drugi tom czyta się o wiele lepiej, i o wiele szybciej, wcale przez to nie stał się o wiele lepszym…

Nasz bohater wciąż jest postacią potrafiącą czytelnika zainteresować, możemy go bardzo łatwo polubić, lecz tak samo łatwo uznać za kompletnego kretyna. Jak bowiem inaczej nazwać mężczyznę, który nie potrafił docenić faktu, że własna żona zdołała zawrócić o 180 stopni i kompletnie się zmienić? A potem w tej zmianie wytrwać? Potężna ilość mężczyzn o tym marzy, praktycznie żaden nie wierzy, że to w ogóle jest możliwe… A bohater nawet mając w domu takie cudo, tak niezwykłą kobietę, i tak postanawia odejść do innej, którą przecież poznał już z najgorszej strony i przez którą już cierpiał. Znowu pojawia się myśl, która towarzyszyła mi przy lekturze tomu pierwszego: młody chłopiec przeżywający pierwszą wielką miłość swojego życia mógłby to uczynić. Mężczyzna z choćby minimalnym doświadczeniem – nie, nigdy.

Ostatecznie Bernard okazał się takim tępakiem, że czytelnik świadomie zaczyna kibicować jego małżonce. Dziwne, ciekawe czy autor zrobił to specjalnie? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie przyznać trzeba otwarcie, że dzięki tego typu zagrywkom czytelnika ogarnia taka złość na głupotę bohatera, takie emocje, że książkę czyta się znacznie szybciej, strony same się wręcz przewracają.

Pod koniec opowieści mamy coraz więcej bardzo słabych wierszy, często wręcz żałosnych. Pojawia się także motyw, który na siłę możnaby nazwać wątkiem kryminalnym, który w niewielkim stopniu usprawiedliwia zaliczenie między innymi do tego gatunku książki przez jej wydawcę.

Niestety, choć robi się coraz ciekawiej, skłonność autora do uśmiercania postaci odebrałem jako pójście na łatwiznę, podobnie jak zakończenie. Szczególnie ostatnie zdanie nie przypadło mi do gustu, choć każdy czytelnik wiedział, że tak właśnie książka musi się skończyć. Ale chodzi mi o sam styl, który można odebrac jako “byle wreszcie skończyć”. Zakończenie zbudowane zostało w dodatku w taki sposób, jakby miało zwalać z nóg, jakby miało być puentą wieńczącą dzieło. Dlatego tym bardziej widać jego słabość. Sytuacja jest podobna do tej, którą przeżyłem po zakończeniu lektury “Czekając w ciemności” – całość, dopóki trwała, była całkiem dobra. Nie bardzo dobra, ale na pewno powyżej przeciętnej. Jednak im bliżej końca, tym słabiej, by w końcu ostatnie słowa powieści zamiast wywołać trwałe wrażenie na czytelniku spowodowały jedynie, iż ten się ucieszył, że wreszcie skończył. A to jest bardzo niefajne uczucie.

Rozdeptać pająka, tom 2
Wydawnictwo Red Horse 2007

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.