Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Assassin’s Creed III – recenzja Xbox 360

AssassinsCreed301

Choć szybko stałem się wielkim fanem Ezio Auditore przyznam, że z każdą kolejną grą z jego udziałem byłem coraz bardziej ciekaw co też twórcy nam zaprezentują w dalszej kolejności. Było ciemne średniowiecze, był renesans – cóż teraz? I kto będzie główną postacią? Bo o ile Altaira łatwo zastąpić pierwszym lepszym bohaterem, tak Ezio zastąpić będzie trudno, postać przecież jest autentycznie udana.

Okazuje się, że piąta część serii (czytaj: trzecia) – czyli ta, która wreszcie ma coś wyjaśnić w naszych czasach, gdzie bohaterem jest Desmond Miles – rozgrywa się w czasach o wiele ciekawszych od renesansu… ale raczej tylko dla graczy zza oceanu Atlantyckiego. Otóż scenarzyści wymyślili sobie, że teraz areną rozgrywki jest kilkanaście coraz bardziej zbuntowanych kolonii brytyjskich w Nowym Świecie, które lada moment oderwą się od Korony ogłaszając słynną Deklarację Niepodległości.

Okej, sam wybór czasu nie jest jakoś szczególnie zły. Wszak co chwilę słychać różne teorie spiskowe o Masonach i innych organizacjach, których przedstawicieli niby miałoby być mnóstwo wśród Ojców Założycieli. Wstawienie w to odwiecznego konfliktu Tempariuszy i Asasynów można łyknąć bez popitki. Nigdy zresztą nie rozumiałem jak to jest, że o równości wszystkich obywateli pisali i mówili ludzie, którzy sami posiadali niewolników. Z daleka widać, że coś tu brzydko pachnie… ;-)

AssassinsCreed302

Bohaterem tym razem jest Connor, w połowie Anglik, w połowie Mohawk. Fizycznie wydaje się być od poprzedników postacią silniejszą, swoim tomahawkiem potrafi siać prawdziwe spustoszenie. Niestety Connor nie ma za grosz charyzmy. Eziowi nie dorasta nawet do pięt, nie jest też podobny do Altaira. Connor to idealista, marzyciel, któremu na wszystko trzeba otworzyć oczy. Nie lubię takich postaci, zatem i tego bohatera nie zdołałem polubić, skazując go na wieczne dogadywanie i wyzwiska, jakie stale rzucałem w kierunku telewizora.

Jednak trzeba przyznać, że twórcom przez akurat takiego bohatera udało się osiągnąć coś bardzo ciekawego. Otóż cała ta trwająca stulecia walka między zakonem Templariuszy i Asasynami stała się nieco mniej jednoznaczna. Gracz podczas poznawania ciągu wydarzeń mógł się swobodnie zastanawiać nad sensem tego wszystkiego, nie patrząc na konfilkt jednostronnie. Assassin’s Creed III pokazuje, że idealizm ślicznie wygląda na papierze, w powieści, szczególnie dla dzieci i młodzieży. Jednak w życiu jego osiągnięcie jest równoznaczne z osiągnięciem utopii – zatem niemożliwe.

AssassinsCreed303

W kwestii rozgrywki trzecia część serii wprowadza zmiany wyglądające na poważne, jednak okazujące się kosmetycznymi. Przede wszystkim od teraz biegamy nie tylko po miastach, ale i po lasach. Ze smutkiem jednak muszę przyznać, że z tego całego lasu wyszła jedna wielka kicha, i podróżujemy wśród drzew (a czasem i śniegów) tylko podczas wykonywania misji fabularnych. Przyjemności z tego nie ma żadnej, każde drzewo będące punktem widokowym wygląda tak samo, a przebiegające tu i ówdzie zwierzęta tylko podkreślają beznadzieję sandboksowego elementu w tej odsłonie. Tak, beznadzieję – niestety bowiem piaskownica w trzecim “asasynie” totalnie nie wyszła, radość będzie w stanie zapewnić jedynie największym maniakom otwartego świata oraz tym graczom, którzy mają pecha i prócz trzeciej odsłony serii nie mają w co grać. Siłą rzeczy wycisną z tytułu 100%.

Tym razem nie odbudowujemy miasta, ale tworzymy osadę. Taką typową dla pionierów wioskę położoną gdzieś w lesie. Napotkamy różnych bohaterów i pomagając im wciągniemy na listę mieszkańców. Potem dzięki sprawnemu zarządzaniu wykorzystamy ich rzemieślniczą pracę do budowania finansowej potęgi, będziemy musieli zapewnić podstawowe przedmioty, także pożywienie (odnośnie polowań)… brzmi może ciekawie. Ale w rzeczywistości takie nie jest.

AssassinsCreed304

Cały ten finansowy element nie jest potrzebny do niczego. Autentycznie – grę bez kłopotu można ukończyć nie kupując ani jednej broni lepszej niż to, co dostajemy na początku. Zupełnie nie widać różnic między kolejnymi rodzajami broni – może i przeciwnicy padają szybciej, ale oni w ogóle w tej części (w poprzednich zresztą też) padają jak muchy. Nie czułem absolutnie żadnej motywacji do walki o budowę osady, o tworzenie faktorii handlowej, o pomaganie ludziom. Jedyne, co chciałem to iść przed siebie, piaskownicę olewając totalnie – tak mocno jest nieudana, niepotrzebna, sztuczna.

Całe szczęście, że są tu także nowości, które można zaliczyć do udanych. Przede wszystkim jest nieco więcej Desmonda. Jest on świetnym przeciwstawieniem dla miałkiego, byle jakiego, kompletnie pozbawionego wdzięku Connora i te kilka misji, w których sterujemy krokami byłego barmana znanego z tumiwisizmu daje radę. Po drugie natomiast trzecia część serii wprowadza coś totalnie świetnego, czyli bitwy morskie. Sterujemy potężnym żaglowcem, przemykamy pomiędzy mieliznami i głazami, oddajemy salwy z obu burt, by wreszcie zakończyć efektownym, pełnym krwi abordażem. Pewnie, że model sterowania jest w całości zręcznościowy – ale co z tego? Zabawa jest doskonała i jedyne misje z piaskownicy, w które chciało mi się grać to właśnie te toczone na morzu.

AssassinsCreed305

Widać, że twórcy chcieli zmienić to i owo, by gracze nie zarzucili im wtórności. Jednak poszli trochę w złą stronę. Miasta są skromne, zatem większość pościgów toczy się na ulicach – nie na dachach. Okej, fajnie, to można było zmienić. Jednak osobiście bardziej wolałbym zmianę sposobu walki. Wrogowie otaczający Connora są tak samo tępi, jak ci, z którymi walczyli Altair i Ezio. Co prawda tu nie można ot tak, w każdej chwili sobie łyknąć lekarstwa i bić się dalej, ale nawet mimo to przegrać i tak jest trudno.

Ezio był pewny siebie, Connora zatem stworzono mięczakiem pod względem psychicznym. Napotkane postaci muszą mu tłumaczyć rzeczy oczywiste, a chłopak i tak sprawia wrażenie, jakby gdzieś w głębi duszy wciąż wierzył, że wystarczy chcieć, by móc. Stąd, jak już wspomniałem, sympatia często przesuwała się w moim przypadku w stronę Templariuszy, szczególnie niejakiego Haythama – świetnego gościa, pełnego luzu, nie wahającego się przed zrobieniem tego, co akurat zrobione być powinno.

AssassinsCreed306

Ciekaw jestem co będzie dalej. Sprawa Connora mam nadzieję, że została zamknięta. Sprawa Desmonda – założę się, że to nie koniec. Przed scenarzystami spore wyzwanie, jak dalej pociągnąć opowieść po tym, co widać w zakończeniu gry. Trzymam kciuki, żeby się udało i żeby następne postaci nie były tak naiwne, jak Connor. No bo aż żal patrzeć na tego emo ;-)

Assassin’s Creed III w Xbox Live

Ocena: 3.5/5

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.