Grand Theft Auto V – recenzja Xbox 360

Choć jeszcze przed paroma miesiącami sam bym w to nie uwierzył, fakt pozostaje faktem – dałem się porwać szaleństwu zwanemu GTA V. Grę zamówiłem przed premierą, co jest nowością w moim przypadku. Z reguły kupuję tytuły używane, ale tu nie byłem w stanie sobie nawet wyobrazić tego czekania na pojawienie się rynku wtórnego. Jak się szybko okazało ani jedna złotówka się nie zmarnowała, i już po paru godzinach wiedziałem, że piąta część serii powędruje na sam szczyt mojej prywatnej listy gier wszech czasów. I zajmie miejsce tuż obok Red Dead Redemption.

GTAV_08

Od dawna było wiadomo, że tym razem bohaterów będzie trzech, a nie jeden, jak to było w poprzednich grach z otwartym światem produkcji Rockstar. Trochę się tego rozwiązania obawiałem, no bo jak tu się wczuć w historię, skoro postaci są trzy? Mam się psychicznie roztroić? Na szczęście cała sprawa została przez twórców dogłębnie przemyślana i zanalizowana, co zaowocowało kreacją bohaterów dopracowanych, interesujących i przede wszystkim świetnie się uzupełniających. Klimat utrzymuje się cały czas na tym samym, wysokim poziomie, niezależnie od aktualnie wybranej postaci.

Na początku poznajemy Franklina. To czarnoskóry mieszkaniec nieco uboższej dzielnicy Los Santos, człowiek, który praktycznie nie potrafi otworzyć ust w celu innym, niż marudzenie. Nic mu nie pasuje, tak wiele chciałby zmienić – jest niewłaściwą osobą we niewłaściwym miejscu. Ma ambicję, nie chce zostać klasycznym gangsta za parę dolarów, w czapeczce z daszkiem, wykonując fuchy za grosze dla przyrośniętych do stołków podstarzałych bossów lokalnej społeczności. On właśnie trafi na Michaela, drugiego bohatera gry.

GTAV_06

Michael to postać prawdopodobnie najciekawsza jeśli chodzi o profil psychologiczny. To przestępca ze starych, dobrych czasów, lat 80., gdy życie było znacznie prostsze. Robiło się skok i albo się udało, albo nie. Jednak z czasem życie zaczęło się komplikować, i teraz Michael żyje we wspaniałej willi w Los Santos wraz z małżonką, która go zdradza i dorosłymi już dziećmi – typowymi dziećmi naszych czasów, totalnymi nieudacznikami spędzającymi większość czasu przed ekranem jak nie konsoli, to smartfona. Bez pracy, bez perspektyw za to z dużym ego. Nic dziwnego, że takie życie Michaelowi się nie podoba.

Ostatnim z trójki jest Trevor, o którym napisano już bardzo wiele. I faktycznie, większość opinii, jakie można odnaleźć w sieci na temat Trevora określa go doskonale: socjopata i psychopata, dumny z tego że najpierw działa, a potem (rzadko, jeśli w ogóle) myśli. Typ człowieka, który nie rozważa żadnych “za” lub “przeciw” – jeśli stanąłeś mu na drodze – jesteś trupem. Z drugiej strony jest to postać dość tragiczna, ale i komiczna, więc dramat Trevora nie rzuca się w oczy tak, jak dramaty dwóch pozostałych postaci. Głównie dlatego, że Trevorowi nie zależy, a pozostałym i owszem.

GTAV_04

Rozgrywka po paru godzinach pozwala dowolnie przełączać się między postaciami. Mapka wskazuje wybrane zadania dla wszystkich trzech, rozróżniając je kolorami. Oznacza to, że jeśli aktualnie dla Franklina nie ma misji, a graczowi akurat nie chce się przemierzać ogromu Los Santos i San Andreas w poszukiwaniu dodatkowych atrakcji w każdej chwili można gościa zostawić i sprawdzić co aktualnie porabia któryś z kolegów. Ten element jest dość dopracowany – widać, że bohaterowie żyją swoimi życiami a nie czekają bezmyślnie na gracza. W najciekawszych sytuacjach zastaniemy przede wszystkim Trevora, któremu nie raz po przełączeniu się trzeba będzie dokupić kilka ciuchów, no chyba że ktoś lubi biegać po mieście w samych batkach.

Jeśli chodzi o system gry, to różnic między bohaterami nie ma praktycznie żadnych. Są tylko szczegóły, takie jak dodanie specjalnej umiejętności, którą można uruchomić wciskając obie gałki analogowe. Franklin może z niej skorzystać tylko prowadząc samochód – mamy swego rodzaju bullet time, czas zwalnia, a wóz niejako przykleja się do jezdni. Świetny sposób na pokonanie kilku ostrych zakrętów lub manewrowanie między licznymi samochodami podczas wyścigu. Lub pościgu. W przypadku Michaela umiejętność jest bardzo podobna, jednak uruchamia się jedynie poza samochodem, podczas wymiany ognia. Znowu czas zwalnia, a Michael otrzymuje kilkanaście sekund na dość swobodne wybicie przeciwników. Trevor z kolei potrafi wejść w tryb szału, prawie niczym berserk. Zadaje wówczas większe obrażenia (niby broń i amunicja ta sama, ale kto by się czepiał) a sam otrzymuje obrażenia mniejsze.

GTAV_07

Przełączanie się między postaciami powoduje, że gra jest nie tylko ciekawsza, ale także potrafi się lepiej dopasować do profilu gracza. Zmieniać bohatera można także podczas misji. Wyobraźmy sobie taką sytuację, że Michael prowadzi, a Franklin ostrzeliwuje ścigających. Tylko od gracza zależy którą czynność woli wykonywać bardziej – a potem szybkie przełączenie i jedziemy dalej. To doskonały motyw, bardzo uprzyjemniający rozgrywkę. No i oczywiście powodujący, że przy kolejnym podejściu do zabawy można misję przejść inaczej, wybierając inną postać.

Podobny wybór mamy przy tak zwanych skokach. Nasza trójka stanie przed kilkoma wyzwaniami, polegającymi na wykonaniu akcji, którą wpierw wypada zaplanować. Tu tryby są zawsze dwa: na pałę lub subtelnie. Napad na bank? Jubilera? Nie ma sprawy, tylko pytanie czy zrobimy to jak na Dzikim Zachodzie, wpadając do lokalu w maskach i strzelając gdzie popadnie lub też wykonamy interesujący plan, najlepiej tak, by instytucja się nawet nie zorientowała, że jest okradana? Wybór w grach to świetna rzecz, no i znowu: jest po co przechodzić grę kolejny raz – choćby w celu spróbowania drugiego sposobu.

GTAV_02

Świat GTA V to może nie nowa jakość, ale na pewno kolejny krok w ewolucji gatunku zwanego sandboksem. Widzieliśmy to już w poprzednich częściach, innych grach tego typu – jednak dopracowanie całości i tak mocno imponuje. Szczególnie ogrom wyspy, na której dzieje się akcja. I nie w sensie: jest duża (choć jest), ale jak bardzo rozbudowana. Mamy miasto, różne dzielnice. Ale są i oddalone wioski wypełnione amerykańskimi redneckami, lasy, góry i różne ciekawostki których odkrywanie daje bardzo dużo radości. Jednak tym, co najbardziej imponuje jest widok jak otoczenie żyje swoim życiem. Przede wszystkim chodzi mi nawet nie o ilość przechodniów czy samochodów dookoła, ale świadomość ich istnienia. Napotkani ludzie to nie tło – można ich wciągnąć do zabawy. Reagują na gracza, nie tylko uciekając przed bohaterem gdy szalejemy na chodnikach samochodem, ale i w innych sytuacjach. Warto popatrzeć jak zachowują się mieszkańcy stanu gdy się w nich wyceluje broń – nieraz zostałem zaskoczony tym, co się stało. Niejedną furę w ten sposób zgarnąłem, ale nie ma lekko – i do szpitala zdarzyło mi się trafić, gdy któryś z przechodniów zadzwonił po policję… albo wyjął gnata. A rachunki za szpital są bardzo wysokie.

GTAV_05

Na szczęście jest gdzie zarobić forsę. I jest na co ją wydać, co też jest bardzo ważne. Sklepy z bronią, ulepszanie samochodów no i oczywiście uzupełnianie szafy z ubraniami – to wszystko daje dużo przyjemności. Szczególnie doprowadzenie wybranych pojazdów do stanu, jaki sobie sami wymyśliliśmy. Fury przechowywane są w garażach, zatem warto je poprawiać, by w razie potrzeby dysponować czymś, co nie rozleci się po kilku strzałach oddanych przez policję lub zaniepokojonych obywateli. Jednak nie znaczy to, że pieniędzy jest w bród. Wręcz przeciwnie – tu czuć jak bardzo pieniądze bywają potrzebne oraz ile wysiłku trzeba podjąć, by je zdobyć. Każda z postaci ma swój sposób na pogrubienie portfela, a by zdobyć w miarę stały zarobek warto dokonać inwestycji. Albo kupić jakiś lokal, który zapewni godziwe tygodniówki albo po prostu udać się na giełdę. Wystarczy wyjąć smartfona z kieszeni i już – inwestujemy w co chcemy. A żeby było ciekawiej warto się orientować – to, co mówią w radiu, co mówią napotkane osoby oraz nasza własna działalność – to wszystko ma wpływ na wydarzenia w całym Los Santos. Przede wszystkim na giełdę. Jeśli wiesz, że za chwilę weźmiesz udział w masakrze pracowników pewnego koncernu tytoniowego to już teraz kupuj akcje konkurencji – wiadomo, że pójdą w górę. Na giełdzie można zarobić mnóstwo kasy, trzeba tylko pamiętać by po pewnym czasie akcje sprzedać, nim znowu pójdą w dół. Jest to też interesujące spojrzenie na kapitalizm: gdy Trevor przewozi różne nielegalne przedmioty z miejsca w miejsce samochodem lub samolotem za kilka tysięcy dolarów od zlecenia, Franklin wyjmuje smartfona, kupuje akcje za np. 20 tysięcy, a po paru dniach ma ponad 100 tysięcy zysku. Brzmi podejrzenie, no ale wszyscy wiemy, że w kapitalizmie interes może być brudny, jeśli zysk będzie czysty.

GTAV_03

GTA V można nazwać satyrą na nasz świat. Różni ważniacy, jakich spotkamy to tacy sami idioci, jacy z reguły obejmują stanowiska kierownicze u nas, niszcząc wszystko, czego się dotkną swoim widzimisię i swoim podejściem w stylu: jakiż jestem mądry i inteligentny, mam magistra, będę wprowadzał nową jakość. GTA V genialnie pokazuje jak nisko upadło społeczeństwo, które żyje tanią sensacją, sztucznymi cyckami i programami typu reality show, zupełnie nie interesując się tym, co naprawdę się dzieje dookoła. Przyłapałem się na tym, że często zamiast dojechać do wybranego celu specjalnie krążyłem samochodem po okolicy tylko po to, by posłuchać do końca tego, co mówiono w radiu. Czysta groteska, absurd jak u Kafki – a jednocześnie audycja była jak prawdziwa, zajmując się podobnie żenującym tematem jak te, które usłyszymy w ogromnej większości stacji radiowych. GTA V przypomina tym, którzy zapomnieli, że światem rządzi pieniądz, a pieniądz najlepiej zarabia się dając ludziom to, czego pragną. A jeśli ludzie sami nie wiedzą, czego chcą, to jakiż to problem im nowe pragnienia uświadomić?

GTAV_01

Jakkolwiek brzmi to dość mocno, to bez obawy: to nie jest gra skupiona na dramacie. To nie Red Dead Redemption. I w sumie trochę szkoda, bo miałem cichą nadzieję, że końcówka zaprezentuje coś naprawdę mocnego, dającego do myślenia, uderzającego prosto w zęby. Jednak losy Franklina, Michaela i Trevora nie są aż tak pełne dramatu jak losy Johna Marstona, ostatecznie jest tu o wiele więcej groteski i czarnego humoru, niż tragedii. Z drugiej jednak strony to właśnie powoduje, że z całą pewnością warto grę ukończyć jeszcze raz. Tym razem trochę inaczej. Z drugiej strony. Może taki był cel scenarzystów? W przypadku Red Dead Redemption drugi raz nie chciałem grać, opowieść była kompletna. Tu jednak zostało dużo chęci na ponowne rozegranie przygody, a jeśli scenariusz nie był wystarczająco dramatyczny już ja (i Trevor) sprawimy, by takim się stał :-)

Ocena: 5/5

GTA V w Xbox Live

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.