Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Pebble smartwatch – recenzja

Pebble01

Pebble to prawdopodobnie najpopularniejszy w tej chwili zegarek będący jednocześnie akcesorium do smartfona, czyli tak zwany smartwatch. Został wymyślony przez Pebble Technology, ale stworzony przez ludzi, którzy odważnie wsparli projekt na Kickstarterze, popularnym w USA serwisie służącym do finansowania różnego rodzaju projektów, tym samym, który doprowadził do powstania między innymi opartej o system Android konsoli do gier OUYA.

Pebble to urządzenie, które należy do nowego rodzaju gadżetów technologicznych. Jest to coś, co ja nazywam technologiczną galanterią. Mówi się, że takie właśnie zabawki będą generowały coraz bardziej rosnący dochód w najbliższych latach, przedmioty jak okulary Google Glass, zegarki Sony i Samsunga czy cała seria akcesoriów zwanych Fitbit, służących do kontrolowania wykonywanego ruchu, dbania o kondycję i zdrowie.

Pebble02

Czym taka galanteria, taki smartwatch jest? Najprościej tłumacząc, smartwatch to swego rodzaju kompan naszego smartfona. Urządzenie, które pełnię swojej mocy pokazuje dopiero przy połączeniu ze smartfonem, samodzielnie będąc w stanie wykonać jedynie najprostsze zadania, jak chociażby po prostu pokazywać upływający czas i aktualną datę. Połączenie z telefonem z reguły dokonywane jest przy wykorzystaniu technologii Bluetooth, oba urządzenia są sparowane i zegarek odczytuje część danych ze smartfona, prezentując je bezpośrednio na nadgarstku.

Jak to jest wykonane?
Nim przejdziemy do konkretów warto powiedzieć parę słów na temat budowy urządzenia. Jak widać, Pebble jest bardzo plastikowy, i z całą pewnością stoi bardzo daleko od zegarków należących do klasy premium. W pudełku oprócz zegarka znajduje się tylko pasek i kabel USB do ładowania. Pasek ten to bardzo podstawowy model, kawałek gumy. Jest za to w uniwersalnym rozmiarze 22 milimetrów szerokości, stąd w banalny sposób każdy może zamienić go na swój ulubiony. Podoba mi się takie rozwiązanie; standardy właśnie po to zostały wymyślone, by się ich trzymać. Kabel USB podłączamy albo do komputera, albo ładowarki z telefonu, a drugą część zakończoną magnesami przykładamy do zegarka. Bateria pozwala na kilka dni swobodnego używania Pebble, może nie całego tygodnia, jak sugeruje producent, ale czterech, pięciu dni na pewno. Oczywiście stałe połączenie Bluetooth powoduje, że używanie Pebble zmniejsza nieco czas działania smartfona, ale ponieważ ogromna większość z nas i tak ładuje go codziennie, to te kilka procent większego zużycia nie robi większej różnicy.

Zegarek posiada nieduży ekran, którego przekątna ma długość 1.26 cala. Oferuje on rozdzielczość 144 x 168 pikseli, a wykonany jest w technologii epapier. Dzięki temu właśnie Pebble potrafi działać kilka dni na jednym ładowaniu, technologia ta jest bardzo oszczędna, co wie każdy, kto lubi czytać książki i wyposażył się w Kindle’a lub podobny czytnik. Oczywiście Pebble nie oferuje ekranu o takiej samej jakości, jak czytniki. Znacznie bardziej przypomina on monochromatyczny ekran LCD, a to dlatego, że posiada podświetlenie włączające się w wybranych momentach. Podświetlenie dodaje ekranowi zegarka ciemnoniebieski kolor i niewątpliwie jest przydatne, jednak wygaszony zegarek wygląda o wiele atrakcyjniej.

Pebble03

Pebble posiada cztery przyciski: jeden z lewej strony i trzy z prawej. Ich działanie jest bardzo intuicyjne, wręcz oczywiste. Lewy przycisk prowadzi do samego zegarka, działając jako klawisz wstecz. Z kolei prawy środkowy wywołuje menu oraz zatwierdza akcje, zaś prawe górny i dolny to nic innego jak przyciski przewijania menu. Guziki są tak samo plastikowe, jak reszta zegarka, na szczęście w użytkowaniu sprawują się znakomicie, nie ma mowy o konieczności powtarzania ruchów, przyciski słuchają poleceń, nie sprawiają kłopotu.

Aby połączyć Pebble ze smartfonem należy zainstalować specjalne oprogramowanie dostępne za darmo w sklepach z aplikacjami zarówno dla platform iOS, jak i Android, po czym sparować oba urządzenia. Konfiguracja jest banalna, parę kliknięć na ekranie telefonu i gotowe. Wybieramy jakie powiadomienia mają trafiać na Pebble, a potem zamiast wyjmować telefon z kieszeni przy każdej wibracji lub wydawanym dźwięku wystarczy rzucić okiem na nadgarstek, by dowiedzieć się czego rzecz dotyczy.

A jak to działa?
Na zegarku odczytamy wiadomości SMS, także te z aplikacji Hangouts, jest obsługa powiadomień Facebooka, oczywiście też czytanie maili oraz powiadamianie o nadchodzącej rozmowie telefonicznej. Z tymi powiadomieniami nie możemy nic zrobić – tylko je odczytać. I tylko te naprawdę krótkie, bo występuje to ograniczona ilość znaków. Oczywiście nikt się nie spodziewa, że zegarek będzie służył do pełnej komunikacji. Ale na przykład dobrze by było, gdyby odebrane powiadomienie na zegarku zostało zaznaczone na smartfonie jako właśnie odebrane. Podobnie w przypadku rozmowy telefonicznej: zegarek informuje kto dzwoni i nawet daje możliwość odrzucenia rozmowy – niestety jednak odrzucenie powoduje po prostu wyciszenie telefonu, rozmówca tymczasem wciąż oczekuje po drugiej stronie. Mało eleganckie rozwiązanie, znacznie lepsze byłoby odrzucenie i ucięcie sygnału, włączenie poczty głosowej czy nawet opcja automatycznego wysłania wiadomości SMS w stylu “oddzwonię za chwilę” lub coś podobnego. Warto też dodać, że brakuje tu jakiegoś rodzaju centrum powiadomień – gdy aktualnie oglądane usuniemy z ekranu nie sposób do niego wrócić.

Pebble04

Oprócz zbierania powiadomień Pebble może służyć także jako pilot do otwarzacza muzyki w smartfonie. Także aplikacji firmy trzeciej, na przykład Spotify. Oczywiście nie jest to wielki plus gdy spokojnie słuchamy muzyki i mamy smartfona na wyciągnięcie ręki. Ale na przykład jadąc samochodem? Można zmienić piosenkę dotykając zegarka, a nie próbując podczas jazdy opanować zarówno samochód roztrzęsiony na polskich drogach i dotykowy, czasami kapryśny ekran smartfona.

Sporym plusem jest brak konieczności włączania ekranu. Ponieważ to epapier, to przez cały czas widać informacje na ekranie prezentowane, przy minimalnym zużyciu akumulatora. Mowa i ekranie wygaszonym, za to doskonale czytelnym, oferującym znośne kąty widzenia. Co jednak, gdy jesteśmy w ciemny pokoju? Wtedy też nie trzeba używać drugiej ręki, by podświetlić ekran. Wystarczy wstrząsnąć nadgarstkiem – Pebble posiada wbudowany akcelerometr i po wykryciu podobnego, zdecydowanego ruchu na trzy sekundy zaświeci ekran.

Pebble potrafi także alarmować, jednak nie chodzi o alarmy zapisane na telefonie, ale osobne, swoje własne. Można ustawić zegarek tak, by o danej godzinie włączył alarm.

Przy czym warto dodać, że zarówno powiadomienia, jak i alarmy odbywają się w ciszy. Producent wyszedł z założenia, że hałas wydobywać z siebie będzie smartfon, natomiast smartwatch będzie tylko wrzucał powiadomienie na ekran i ewentualnie wibrował. Sprawdza się to świetnie – wibracja jest na tyle mocna, by poczuć ją w większości sytuacji, a jednocześnie na tyle delikatna, by nie podskoczyć ze strachu ku sufitowi.

Jaką to ma przyszłość?
Pebble dopiero zaczyna się rozkręcać. W tej chwili możliwości rozbudowania zegarka są, ale wciąż mocno ograniczone. W Google Play znajdziemy kilka programów, które mniej lub bardziej ulepszają urządzenie, do dyspozycji użytkownikom oddano także około mnóstwa różnych form zegara do wyświetlenia, przeważnie tworzonych przez samych użytkowników. Są także narzędzia do kreowania swoich własnych, zarówno przez przeglądarkę na komputerze, aplikację na smartfonie czy całego oprogramowania SDK tylko czekającego na pomysłowych i zdolnych programistów.

Tak naprawdę jednak cała zabawa z Pebble dopiero się zacznie w momencie wydania oprogramowania w wersji 2.0 oraz obiecanego już dawno sklepu z aplikacjami. Wtedy dopiero zegarek pokaże swoją prawdziwą moc, bowiem ludzka pomysłowość nie zna granic, i jestem gotów się założyć, że deweloperzy zaskoczą wielu użytkowników przygotowując takie programy i funkcje, których dziś sobie nawet nie wyobrażamy.

Szkoda tylko, że Polska znowu jest na szarym końcu. Oprogramowanie zegarka nie przewidziało polskich znaków, oferując zamiast nich urocze, ale wprowadzające sporo zamętu figury geometryczne, i co gorsza trudno znaleźć Pebble w miarę znośnej cenie. Rzecz, która w USA kosztuje 150 dolarów w Europie dochodzi do grubo ponad 150 euro, co jest śmieszne, aż boję się zgadywać ile zażyczą sobie za Pebble Steel, drugą generację zegarka, kosztującą w USA dolarów 250. Wszystkim chcącym sprawdzić samodzielnie jak używa się Pebble proponuję uzbroić się w cierpliwość i polować na okazje, sam mam nadzieję, że ten smartwatch dalej będzie zdobywał popularność, co spowoduje, że może i do nas handlowcy zaczną go sprowadzać, w miarę rozsądnej cenie. Bo to naprawdę sympatyczne, pełne uroku urządzenie, do noszenia którego przyzwyczaiłem się błyskawicznie i myślę, że zostanie ze mną na dłużej.

  • adamus

    nie epapier a ekran LCD ;)

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.