Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Child of Light – wrażenia, recenzja gry (PlayStation 4)

Child of Light 00Od dawna chodziła za mną ta gra, i jedynym powodem, przez który nie zakupiłem jej na Xboksa 360 był inny tytuł Ubisoftu, także opracowany dzięki silnikowi UbiArt – niesławny Valiant Hearts. To znaczy, nie niesławny, pardon za to określenie. To dobra gra, po prostu mnie zawiodła, cóż, moja strata, że mam taki kiepski gust. Jednakże właśnie przez tą produkcję i moje związane z nią odczucia zakup Child of Light odłożyłem sobie w czasie. Teraz zaś – wiadomo, gier na PlayStation 4 jakoś super wiele nie ma, szczególnie tych mnie interesujących. Zatem aby konsola się nie marnowała, postanowiłem zaryzykować.

Ryzyko się opłaciło. Co prawda Child of Light z nóg mnie nie zwaliła, ale z całą pewnością będę wspomniał ją milej od wspomnianej gry przygodowej Ubisoftu. Pewnie dlatego, że poza silnikiem tytuł z Valiant Hearts ma naprawdę niewiele wspólnego, to zupełnie inna para kaloszy.

Child of Light 01

Przede wszystkim Child of Light to nie przygodówka, choć jak najbardziej przeżyjemy dzięki niej przygodę. To także nie gra platformowa z elementami rozgrywki wymagającej myślenia, jak się spodziewałem (nie wnikanie w recenzje tytułów, które się chce ograć często skutkuje zaskoczeniem:)). To napisany z polotem, rasowy, zupełnie pozbawiony kompleksów eRPeG, w dodatku taki mocno zalatujący Krajem Kwitnącej Wiśni. Porządnie zrealizowany, oferujący system, który spodoba się każdemu fanowi jRPG (i większości ogólnie RPG), historię na którą także mało kto będzie narzekał oraz bohaterów, których już niestety trzeba będzie polubić. Bo nie każdy jest fanem zwierzątek, myszek z łukami, błaznów z dzwoneczkami i tym podobnych. Mi na szczęście nie przeszkadzają.

Child of Light 02

Jednak nim gracz doceni system rozgrywki, wpierw w oczy rzuca się oczywiście grafika. Absolutnie przepiękna, prezentująca świat niczym z bajki, w ujęciu dwóch wymiarów, płaski, a jednak oferujący pewną głębię. Animacje postaci są po prostu niesamowite, choć wiadomo, że na aktualnych konsolach czy komputerach stworzenie czegoś tak uderzającego po oczach jest niczym specjalnie dziwnym. Ale co tam szczegóły techniczne, liczy się tylko wrażenie gracza – i jest to jedno wielkie “ooooch”. Tak, jak karykatury z Valiant Hearts były mi totalnie obojętne, tak tutaj w UbiArcie stworzono prawdziwe arcydzieło, trudno jest się nie zachwycić.

Child of Light 03

Drugim elementem, który odróżnia Child of Light od wielu innych gier, jest fakt, że cała historia przedstawiona jest wierszem. Wymaga to od gracza odrobinę większej znajomości języka angielskiego, za to klimat zbudowany jest wspaniale, i po chwili gdy któryś z bohaterów przestaje rymować, aż chce się mu zwrócić uwagę (co zresztą jedna z ważniejszych postaci – niejaki Igniculus – robi).

Gra oferuje fabułę, która od początku sugeruje, że nie będzie to specjalnie wesoły tytuł, podczas którego jednak często będziemy parskać śmiechem. Ogólne odczucie jednak jest dość jasne, a ja naprawdę nie chciałbym nikomu zabawy zepsuć. Ograniczę się zatem tylko do stwierdzenia, że historia przedstawiona jest interesująca i angażująca, ponadto pełna emocji. Emocji, które docenią przede wszystkim fani opowieści podobnych do tej z Brothers: A Tale of Two Sons.

Child of Light 04

Choć początkowo można pomyśleć, że elementy RPG będą się przeplatały z grą platformową, szybko się okazuje, że nie. Aurora – księżniczka, główna bohaterka – nie będzie musiała skakać między platformami, szybko bowiem nauczy się fruwać, i gracz zajmie się przede wszystkim bardzo swobodną dzięki tej umiejętności eksploracją otoczenia, odszukiwaniem znajdziek oraz walką – najmocniejszym elementem tytułu. Bowiem wiecie: emocje są super, grafika cudowna a wiersz pełen uroku, jednak dzięki dobrze przemyślanemu systemowi walki gra tak naprawdę wciąga i powoduje, że znowu przeczytałem mniej stron na czytniku, niżbym chciał, no bo grałem, walczyłem, podnosiłem poziom swoich bohaterów.

Child of Light 05

Walka zawiera wszystkie elementy składające się na sukces. Wszystko co dzieje się podczas konfliktu jest uzależnione od statystyk postaci, ich umiejętności, dodatkowego wyposażenia oraz niewielkiej, idealnie wyważonej dawki szczęścia. W drużynie można mieć jednocześnie tylko dwie postaci, jednak podczas walki można je swobodnie zmieniać, co powoduje, że tytuł nie jest początkowo szczególnie trudny. Potem jednak będzie gorzej. :)) Gracz widzi graficzne przedstawienie szybkości każdego uczestnika bitwy, jest to pasek podzielony na czas pozostały do ataku oraz czas upływający od momentu wydania polecenia do jego wykonania. Brzmi banalnie. Wygląda jeszcze bardziej podstawowo. A jednak daje to radę jak cholera, i planowanie akcji jest nie tylko satysfakcjonujące ze strategiczno-taktycznego punktu widzenia, co także zwyczajnie intuicyjne. Child of Light to nie jest jeden z tych eRPeGów, których należy się wpierw nauczyć. System jest prosty – ale logiczny, zrozumiały i naprawdę potrafi zadowolić gracza.

Child of Light 06

Postaci mają ataki typowe dla siebie, każdy jest inny, każdy potrafi coś innego. Jak na jRPG przystało prócz oręża i magii istnieją także dodatkowe elementy, jak chociażby statusy: przyspieszenie, zwolnienie, paraliż i tym podobne. Nie jest tego dużo, podobnie nie znajdziemy tu żadnych ciekawych przedmiotów w ekwipunku. Jest minimalistycznie, ot, tyle, by po podniesieniu poziomu stać się lepszym, a po otwieraniu rozrzuconych dookoła na planszach skrzyń zdobywać ciekawe ulepszacze. Nie ma broni, nie ma pancerza – są tylko kryształy, które należy ze sobą łączyć. Tworzymy ich coraz więcej, i coraz potężniejsze, a następnie przypisujemy do ataku i obrony. W ten sposób ulepszamy statystyki bohaterów oraz decydujemy o rodzaju ataku, w sensie dodatku. Można np. być nieco bardziej odpornym na dany żywioł, zdobywając (tworząc) odpowiednie kryształy. Można także zadawać obrażenia z dodatkiem żywiołu. Zatem udając się na równiny wrzucamy bohaterom ogień, a wędrując po królestwie morza atakujemy błyskawicami i bronimy się odpornością na czary z użyciem wody. Proste, logiczne, sprawdza się doskonale.

Child of Light 07

Ostatnią wartą wzmiany ciekawostką jest coś w rodzaju duszka, który prawie od początku towarzyszy Aurorze (sterujemy nim prawym analogiem, może to być drugi gracz), wspomnianego już Ingiculusa. Nie tylko poprawia humor bohaterce, ale także jest przydatny w grze. Podczas walki odpowiedzialny jest za zbieranie dodatkowych punktów życia i magii, poza tym potrafi uleczyć rannych, a nawet spowolnić przeciwników. Jest tak przydatny, że gdy chwilami go brakuje gracz zaczyna sobie zadawać pytanie: jak mam teraz grać? Poza walką natomiast to on właśnie potrafi omijać różnego rodzaju blokady, i otwierać Aurorze drzwi i tak dalej. Bohater ten powstał z naprawdę dobrego pomysłu, bo do już interesującego i dobrego systemu dodał jeszcze więcej zmiennych, które pozwalają grać z jeszcze większym zaangażowaniem i satysfakcją.

Nie czekałem na promocję, wybuliłem pełną kwotę za cyfrową wersję gry (chyba zresztą nie ma wersji pudełkowej, zresztą, nie jest to jakaś kosmiczna cena). Nie żałuję ani trochę – Child of Light to kawałek świetnego jRPGa, który poza tym prezentuje się wspaniale, no i oferuje bardzo dobre emocje, przedstawiając fabułę w stylu raczej rzadko spotykanym; historę, która urzeka.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.