Uncharted 3: Drake’s Deception – wrażenia, anty-recenzja gry (PlayStation 3)

Uncharted_3_00Ja wiem, że to jest truizm, i że chyba wszyscy od tego zaczynają mówić o Uncharted 3, ale mimo wszystko: nie sposób mówić o trójce inaczej, jak tylko wspominając uprzednio o absolutnie genialnej części drugiej. Tej, która nie tylko jest jedną z najlepszych gier na PlayStation 3, ale w ogóle jedną z najlepszych produkcji czasów tak zwanej siódmej generacji. Od razu bowiem powstaje pytanie: czy można zrobić coś jeszcze lepiej? I… nie, okazuje się, że nie było to dla studia Naughty Dog możliwe.

Drake’s Deception (u nas: Oszustwo Drake’a, ale ja grałem po angielsku) to wzięta na warsztat druga część cyklu, i powielona w myśl jednej z najstarszych zasad kontynuacji: to samo, ale więcej, szybciej, lepiej, mocniej, jeszcze bardziej widowiskowo. I choć gra jest bardzo dobra, to ja osobiście przez cały czas trwania przygody nie mogłem pozbyć się uczucia rozczarowania. Tak, wiem, to głupie, ale mimo wszystko: było to właśnie rozczarowanie, choć jak mówię, gra jest naprawdę bardzo dobra. Ale dwójka była lepsza.

Uncharted_3_01

Historia zaprezentowana w Uncharted 3 wygląda identycznie jak w dwóch poprzednich częściach. Nasz bohater Nathan Drake wikła się w sprawę dotyczącą tajemniczych zdarzeń z przeszłości, tym razem, zupełnie jak w jedynce, powracamy do samego Sir Francisa Drake’a. Powracamy do niego dość ciekawie, bowiem dzięki powrotowi do przeszłości, będziemy mieli okazję obejrzeć młodego Drake’a, jak już będąc nastolatkiem kombinuje, widać, że ma za sobą niespecjalnie lekkie życie, no i rzecz jasna będzie nam dane poznanie historii pierwszego spotkania Nathana z Sullym. Zresztą poznali się w otoczeniu innych postaci, które także teraz, po latach, pojawią się jako bohaterowie.

Uncharted_3_02

Wszystko jak zwykle zostało opowiedziane jak dobry film akcji, jednak dla mnie historia jest niestety słaba, no, może nie słaba, ale wyraźnie słabsza. Nowi bohaterowie pozytywni są ciekawi, ale w pewnym momencie po prostu wypadają z obiegu, ot tak, koniec. Znane nam postaci także prezentują się nie aż tak dobrze, jakbym sobie życzył. Chloe jest stanowczo za mało, zniknęła także gdzieś jej zadziorność. Elena pojawia się znowu gdzieś potem, w połowie gry, co jest bardzo rozczarowujące, bo po końcówce dwójki chciało by się widzieć coś więcej, coś bardziej znacznego. Scenarzyści potem wprowadzają nowe postaci zupełnie znienacka, ot tak, bo potrzebne jest jakieś wydarzenie odwołujące wydarzenia poprzednie. Historia jest po prostu… prostacka. Poprzednie także skomplikowane nie były, ale dopracowanie relacji między bohaterami wszystko wynagradzało. Tu nie czuję się usatysfakcjonowany, czuję się podrażniony. Klisza za kliszą, tak, znowu, ale tym razem bez polotu i bez wdzięku. A przynajmniej z mniejszym polotem i wdziękiem.

Uncharted_3_03

Podobnie wygląda kwestia akcji. Uncharted 3 to już strzelanka pełną gębą. No dobra, to po prostu są strzelanki, ale poprzednio mieliśmy momenty oddechu na jakąś zagadkę logiczną, na eksplorację. Tu także są takie elementy, ale tak niewiele, i tak nieznaczące, że praktycznie ogromną część gry po prostu walczymy. Z wybranej przez gracza/Drake’a broni giną setki wrogów, których obecności w niektórych miejscach nie da się tak łatwo wytłumaczyć, jak poprzednio, bo jak mówiłem: historia jest średnio przekonująca. Przy czym wrogowie są tak mocni, tak opancerzeni i jest tak wiele kolejnych fal, że ginąłem często. Zbyt często, byłem zmęczony walką, odchodziłem od gry wiedząc, że dosłownie za moment będzie kolejna strzelanina. Brzmi to kiepsko, wiem – kupił sobie strzelankę i irytuje go strzelanie, ale cóż – gra jest inna niż poprzednio. Najlepszym określeniem jakie dla niej znalazłem jest: męcząca właśnie. Bo akcji jest tak wiele, że aż za wiele.

Uncharted_3_04

Oczywiście gra pozostaje pełną motywów, które pokazują klasę Naughty Dog. Animacje bohaterów są przepiękne; zawsze robi na mnie wrażenie dopracowanie szczegółów, jak zasłanianie oczu przy przechodzeniu obok pochodni, czy opieranie się o ścianę, gdy gracz się do niej zbliża. Twarze bohaterów są pełne emocji, a gra dalej stara się szokować tym, co tak pięknie szokowało, wręcz obezwładniało gracza w części drugiej: rozplanowaniem plansz oraz licznymi elementami znacznie wykraczające poza to, do czego gracze obcujący z siódmą generacją byli przyzwyczajeni. Przede wszystkim wciąż mamy dużo momentów, gdy wszystko dookoła Drake’a jest w ruchu. Jest plansza na swego rodzaju cmentarzysku okrętów, pełnym barek swobodnie unoszących się na wodzie, podobnie jest etap rozgrywany wewnątrz samolotu, który właśnie zbliża się do katastrofy, wylatują z niego elementy wyposażenia, po kolei odpadają części… Widoki są niesamowite, choć teraz już się ich spodziewamy, zatem rzecz jasna takiego wrażenia jak przy dwójce nie robią.

Uncharted_3_05

Co mi się naprawdę podobało, to brak elementów nadprzyrodzonych. Wreszcie! Owszem, Drake walczy chwilami z jakimiś tajemniczymi Arabami o płonących głowach, ale jest wtedy nie do końca trzeźwy, więc spoko – tak może być, nie mam powodów do narzekań. Fajnie, że Drake nauczył się nowych sztuczek, może odrzucać granaty (taka mini gra, pełna emocji), można także nurkować, choć tu akurat trudno mówić o wykorzystanym potencjale; ot, po prostu, raz czy dwa trzeba przepłynąć kilka metrów pod wodą, bez większego znaczenia, bez większych wyzwań.

Najbardziej jednak podobało mi się zakończenie. Niestety nie ze względu na fabułę, bowiem Drake dopiero pod koniec rozumie to, co my od dawna i jego moment oświecenia jest po prostu żenujący, a chwile przed wyświetleniem napisów są na tle poprzedników nawet żenujące. Nie, końcówka była zadowalająca, bo… wreszcie przestała opierać się na kolejnej strzelaninie z jeszcze cięższymi przeciwnikami. Nie, jest w miarę spokojnie, bez fajerwerków po stronie gracza, za to z fajerwerkami na ekranie telewizora.

Uncharted_3_06

To dziwna opinia o grze, ja wiem. To opinia skupiona na tym, co mi się nie podobało, choć gra jest bardzo dobra. Wyobrażam sobie, że ktoś, kto grał tylko w Uncharted 3, lub przeszedł do trójki od jedynki, omijając część drugą, będzie wniebowzięty. Dla mnie jednak wzorem do naśladowania, idealnym produktem w kategorii gry akcji jest właśnie część druga, a tu, w Drake’s Deception, zasada: więcej, szybciej, lepiej, trudniej do mnie nie trafia, tytuł mnie wymęczył i nawet cieszyłem się, że gra jest od Among Thieves krótsza. Obejrzenie napisów było nagrodą, ale ja już wiem, że gdy kiedyś sobie przygody Nathana powtórzę, część trzecią sobie daruję, i mam wielką nadzieję, że część czwarta, która ma się pojawić na PlayStation 4, zostanie zaplanowana inaczej, że Naughty Dog ma na kolejny epizod jakiś inny pomysł.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.