Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

„Fiolet” w wersji 2.0, niestety, czyli o „Łzach diabła” Magdaleny Kozak

Lzy diablaGdy zbliżała się premiera “Łez diabła” zastanawiałem się, i pewnie nie byłem jedyny, czy nowa powieść Magdaleny Kozak będzie bardziej podobna do sagi o wampirach, czy do niesławnego “Fioletu”. Logika podpowiadała, że “Fiolet” był jednorazową wpadką – zdaje się, że napisany przed cyklem o Vesperze, potem wydany na fali popularności, złamał serce niejednego czytelnika przez braki, na jakie cierpiał.

Ale niestety logika nie ma tu większego zastosowania, bowiem im głębiej wchodząc w świat wykreowany w “Łzach diabła” tym bardziej czułem się rozczarowany. Oczywiście powieść nie jest tak słaba, jak “Fiolet”, ale ogólny wydźwięk jest niestety bardzo podobny. Autorka jest tak mocno zaangażowana, że chwilami ma się wrażenie doświadczania swego rodzaju obsesji, przedstawia nam świat niby w realiach fantastyki, udając nawet, że to nie fantasy, a science fiction. Ale tak naprawdę całe tło, otoczka, zostało stworzone jedynie jako powód do opisania męskiej historii o żołnierzach i o wojnie w realiach mocno kojarzonych z konfliktem w Afganistanie, w którym Magdalena Kozak brała udział wraz z Wojskiem Polskim.

To nie jest tak, że książka jest słaba. Jednak sposób jej konstrukcji jest bardzo podobny do konstrukcji “Fioletu” – nie ma znaczenia powód, ważne są działania wojsk. Ziemianie jako Obcy na planecie, sprzedający broń i sprzęt wojskowy tubylcom, którzy przypominają nieco Arabów i walczą z innymi, których sposób prowadzenia wojny przypomina terroryzm i działania Talibów – to brzmi interesująco, prawda? Mamy też czars – kurczę, cały czas kojarzył mi się z “przyprawą”, tudzież “melanżem” z wiadomej powieści – i tenże czars jest przyczyną, dla której jest zrozumiałe wszczęcie działań wojennych. A jednak to za mało, choć wiadomo, że jak ktoś wojny pragnie, to i powód sobie zawsze znajdzie, ale w skali rozgrywanych tu konfliktów stale miałem wrażenie, że to nie wszystko, że będzie coś więcej, że MUSI być coś więcej… nie wiem, może oczekiwałem, że każda wojna musi być opisana tak, by uczyć czytelnika, że nie warto jej wszczynać? Tu jednak trudno było o jakiekolwiek wnioski, ważna była akcja. Chciałoby się więcej polityki, która potrafiłaby jakoś uzasadnić ten konflikt, choćby przez wyraźne wskazanie jego inicjatorów, celów większych i mniejszych, ogólnych i osobistych – bo to, co oferuje autorka jest tak proste, że aż banalne. Nie mówię, że niewiarygodne, bo wojny z mniejszych powodów wszczynano, ale poważniejsze potraktowanie przyczyn konfliktu na pewno wyszło by powieści na dobre, trochę więcej powodów dla których mamy tyle akcji. Podobnie poważniejsze potraktowanie pomysłu z Ziemianami – skoro już znaleźli się w fabule, warto by było powiedzieć coś więcej o naszej planecie, a nie tylko wykorzystać dla jednego planu i zostawić z boku.

Ktoś powie, że po prostu się nie nadaję do czytania militarnych, czy też militarystycznych powieści. Przyznam rację, ale tu chodzi o coś więcej: Magdalena Kozak cyklem o Vesperze udowodniła, że nawet tacy jak ja potrafią się wciągnąć, wczuć i kibicować bohaterom oraz ich “żołnierskim sprawom”, jestem wielkim fanem “Nocarza”, a jeszcze większym “Renegata” (chyba z sześć razy przeczytałem w oczekiwaniu na “Nikta”) – zatem stąd moje słowa, i moje rozczarowanie. Miałem nadzieję, że “Fiolet” był jednorazową wpadką, błędem, który się nie powtórzy. A jednak, już drugi raz otrzymałem powieść, która zbyt lekko traktuje fabułę, bym faktycznie wczuł się w działania wojenne, to jest trochę za proste. Tyle stron obiecywało coś bardziej skomplikowanego, coś bardziej rozbudowanego, coś więcej, niż tylko walkę.

Do dziś potrafię wymienić sporo imion bohaterów cyklu o Vesperze, a na myśl o fabule i emocjach, jakie mi towarzyszyły przy lekturze (szczególnie “Renegata”) zawsze sobie myślę, że czas znowu zaliczyć tę trylogię. Chyba nie ma większego komplementu od czytelnika jak fakt wielokrotnego czytania ten samej powieści, tym bardziej gdy chodzi o powieści sensacyjne, w których bohaterem jest akcja – przecież przy kolejnych razach nigdy nie będzie tak samo ekscytująca, a jednak się czyta! Z “Łez diabła” niestety nie zapamiętam nic poza takim samym uczuciem rozczarowania (a może nawet większym) jak w przypadku “Fioletu”. I chyba kolejny raz nie dam się już namówić na szybki zakup powieści pani Kozak, raczej poczekam na promocję, bo jak widać chyba nie do takich jak ja kierowane są te książki. Nic to, idę odkurzyć “Nocarza”, długi wielkanocny weekend będzie jak znalazł na przygody Vespera.

Łzy diabła
Insignis 2015

  • Arbas

    No cóż, dawno nie widziałem recenzji tak mało merytorycznej. „Nie podoba mi się i już”.
    Faktycznie, do czytania książek militarnych, to nadajesz się słabiutko. Bo nie zauwazyłeś tego, co „Łzach diabła” najważenisze – emocji towarzyszączych ludziem podczas wojny. To nie tylko walka, którą Ty zauwazyłeś. Jest to o tyle dziwne, że piszesz w rodzaju męskim, co sugerowałoby, że jesteś facetem i powienienieś rozumieć. Ostatnio zdażyło mi się czytać tecenzje tej książki napisane przez Kobiety / Dziewczyny. I patrzecie państwo, one zrozumiały.

    • Niespecjalnie mi się wydaje, by płeć miała cokolwiek wspólnego z odbiorem czy też rozumieniem książki.

      Akcja, wojna, braterstwo żołnierzy – z tego Autorka jest znana. Jednak niektórzy czytelnicy lubią mieć wokół tejże akcji nieco więcej, nieco bardziej skomplikowany, a przez to realistyczny świat. Sztuka ta udała się Autorce w cyklu o Vesperze, natomiast w dwóch kolejnych powieściach wg mnie niespecjalnie.

      • Arbas

        Wiesz na czym polega Twoje całkowite niezrozumienie? Sam to piszesz – cyt:” może oczekiwałem, że każda wojna musi być opisana tak, by uczyć czytelnika, że nie warto jej wszczynać?”.
        A niby dlaczego?
        Bo jest zła? Wszystko zależy od punktu widzenia. Zacytowanym zdaniem udowadniasz skrajnie pacyfistyczne, utopijne widzenie świata. I to poniekąd tłumaczy, czemu tej książki całkowicie nie zrozumiałeś. Odwołuje się ona bowiem do poczucia wartości nieistniejących dla pacyfistów.
        To książka o wojnie. O tym jak jest starszna i pociągająca zarazem, o tym jakie strajne emocje wyzwala, jak porusza w człowieku to, co najgorsze ale i to, co najpiękniesze. To wojna jest bohaterką tej książki.
        Trudno wymagać od pacyfisty, by zrozumiał, co wojna ma mu do powiedzenia.

        • Interesujący punkt widzenia :)

          Jednak nie mogę się zgodzić, że wszystko można wytłumaczyć w tak prosty sposób. Także o wojnie, o braterstwie walczących, o tym, jak zmienia ludzi można czytać z zainteresowaniem, nawet będąc pacyfistą (za którego raczej się nie uważam). Nawet powieść o wojnie może być atrakcyjna, dla różnych rodzajów czytelników.

          Zacytowane przez Ciebie zdanie to tylko jeden z pomysłów. Równie dobrze przyjąłbym myśl, że wojna czasem jest nieunikniona, że wojna bywa koniecznością, że w odpowiednich sytuacjach może być wybawieniem – jestem otwarty na różne okoliczności.

          Nie czepiam się wojny jako takiej, jedynie tła; niewykorzystanych motywów, problemów tych samych, co w Fiolecie: Autorka chce pisać o wojnie i to jest Jej wybór, którego jestem świadom i który mnie przed lekturą nie powstrzymuje. Znając trylogię o Vesperze i parę opowiadań nazwisko Autorki mnie przecież tylko zachęca. Jednak ubranie książki w szaty SF, dodanie takich elementów jak inna planeta, co więcej: Ziemian, to wszystko powoduje u czytelnika smak na coś więcej, budzi oczekiwania, które – wg mnie – nie zostały spełnione. Pomysły te zostały wykorzystane jednorazowo i porzucone, i wielka szkoda, bo rozbudowanie powieści, zadbanie o rozwinięcie tych ciekawych motywów nic by powieści o wojnie nie ujęło, wprost przeciwnie.

          • Arbas

            A jednak. Ujełoby. Bo widzisz, w dobrej książce ważne jest jej główne przesłanie. Zbyt wiele tematów i rozbudowanych wątków pobocznych, przesłanie to rozmywa. Powieść staje się o wszystkim i o niczym. A tak, mamy mocną książkę o wojnie.
            Podam Ci taki przykład. Czy w książce/ filmie „Blackhawk Down” spodziewasz się rozbudowanych didaskaliów, motywów, pobocznych tematów? Chyba nie, bo to książka wojenna. A jednak wybitna.
            Podobnie jest z „Łzami diabła”.
            Ja także jestem wielbicielem trylogii nocarsko – renegackiej. I z pełną odpowiedzialnością twierdzę, że „Łzy” są o niebo lepsze. Dojrzalsze, bardziej przemyślane. Właśnie w warstwie wiarygodności. Wiarygodności bohaterów, u których widać rozwój, z którymi możemy się identyfikować w ich dylematach i emocjach.

          • Chomik

            Bardzo mi się podoba Twoja recenzja, wreszcie ktoś, kto nie
            pieje z zachwytu nad tym dziełem.Też mi się podobał „Nocarz”
            i nie podobał „Fiolet”. Po „Łzy” siegnęłam
            tylko dlatego, że książka jest nominowana do
            Zajdla.Bohaterowie jakoś mnie do siebie nie przekonali, a przy
            zakończeniu opadły mi ręce..Cóż,kwestia gustu.Polecam książki
            Michała Cholewy, uczciwa militarna sf.

          • O tak, za twórczość p. Cholewy zabieram się już od jakiegoś czasu, w końcu wezmę się na poważnie. :)

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.