Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Nic na siłę, czyli jak pożegnałem się z Batmanem na dłużej

Arkham-City-00Już w przypadku Arkham Asylum bez większego wstydu przyznałem się, że choć grę obiektywnie uważam za bardzo dobrą, sam wcale nie tak łatwo dałem się wciągnąć. Cóż, druga odsłona cyklu od Rocksteady przekonała mnie ostatecznie, że nie ma sensu pchać się na siłę w miejsca, w których czujemy się nieco niepewnie; które zamiast gracza fascynować raczej wprawiają w lekkie uczucie zażenowania…

Krótko można scharakteryzować Arkham City jako typowy sequel – wszystkiego jest więcej, mocniej, szybciej, dłużej – niby po prostu lepiej. A jednak jeśli ktokolwiek mnie zapyta: który Batman jest najlepszy, to bez wahania powiem, że jednak część pierwsza.

Arkham-City-04

Drugą odsłonę przygód Mrocznego Rycerza zapamiętam jako tę, która niemal we wszystkim mnie drażniła. Ot, chociażby temat otwartego świata. Kurde balans, jestem ogromnym fanem gier z otwartym światem, nigdy w życiu nie zrobiłem preordera na tytuł inny, niż sandbox właśnie – to jest to, co chcę, co lubię, na co jestem w stanie wydać ponad dwie stówy w ciemno. Ale za ChRL nie rozumiem po co do Arkham City dodano ten otwarty świat. Poza tym, że zwyczajnie na siłę, tylko dlatego, że teraz się tak powinno robić, w naszych czasach. Podczas gdy szybko okazuje się, że całość i tak została zaplanowana znacznie bardziej kameralnie, niż tytuł na faktycznie otwarty świat zasługujący. Pominąwszy nawet samą głupotę, jaką jest sprowadzenie dzielnicy Gotham do roli getta dla przestępców (dawno nie słyszałem takiej bzdury, szkoda bohatera, poważnie), to szybko się okazuje, że i tak ogromna większość misji rozgrywać się będzie nie na otwartym terenie, ale w budynkach. Co więcej, zupełnie tak, jak w Arkham Asylum będą to często te same budynki, do których należy powracać, by wykonywać kolejne zadania, i dopiero przy okazji wejścia do takiej lokacji wykonać także zadania poboczne.

Arkham-City-01

Dalej: bohaterowie. To niby ten sam Batman i niby ten sam, genialnie odegrany przez Marka Hamilla Joker. Ba, jest nawet lepiej, bo zamiast przeciętnego Scarecrowa i dość infantylnej Poison Ivy tu na scenie pojawia się o wiele ciekawszy Hugo Strange i mój ulubieniec, wcale nie tak jednoznacznie zły Mr Freeze. A mimo to zamiast się cieszyć, podczas gry szybko zauważyłem spadek jakości dialogów, bez których cała historia sprowadza się do prostego łubudu. Joker nie ma tego samego dowcipu, co ostatnio, one-linery Batmana często stają się karykaturą już i tak przecież karykatury super-bohatera (na Kroma, facet przebiera się za nietoperza!), i o ile Strange i Freeze są ok, to już np. zmiana aktorki odpowiedzialnej za Harley Quinn i zmiana samej jej postaci to zwyczajna potwarz, dlaczego, przecież była tak genialna w Arkham Asylum!

Arkham-City-02

I całe Arkham City jawi mi się właśnie jako tytuł zbudowany z na siłę ulepszanych już przecież dobrych motywów, elementów i rozwiązań. Zmęczyła mnie ta gra, wciąż tak ładna, ale wciąż zmuszająca do niszczenia jakości otoczenia trybem detektywa, niby otwarta, ale skonstruowana wybitnie liniowo, jakby cała ta dzielnica była pomysłem dodanym na końcu, na siłę, bo po prostu tak się powinno dziś robić.

Arkham-City-03

Żeby była jasność: graczom, których zafascynowała pierwsza część cyklu o Mrocznym Rycerzu od Rocksteady i tu znajdą wiele radości. To wciąż gra z absolutnie genialnym systemem walki, ze wspaniałymi gadżetami, mnóstwem zagadek, to wciąż świetnie przeniesiony na ekran telewizora komiks. A jednak natrętna maniera twórców na siłę naprawiająca rzeczy wcale nie zepsute powoduje, że każda kolejna sesja przed konsolą była mniej zadowalająca. Wreszcie obejrzawszy napisy końcowe odetchnąłem z ulgą; liczne dodatkowe elementy pozostaną dla mnie na zawsze niezdobyte, o Arkham Origins zapominam na zawsze (no, chyba że trafi do PS+ czy Golda), podobnie przestaję zwracać uwagę na Arkham Knight, którego recenzje póki co są dość mało entuzjastyczne. Asylum faktycznie jest tytułem wybitnym, ale gdybym w City nie zagrał, niewiele bym stracił.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.