Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Czy to gra, czy bardziej przeżycie? O The Journey słów parę

Zawsze myślałem, że grą jest jedynie coś, co czegoś od gracza wymaga, a w zamian za sprawne podjęcie działań – nagradza. Ale teraz już nie jestem tego taki pewien. Jest bowiem taki tytuł na PlayStation, zarówno 3 jak i 4, zatytułowany The Journey. I jest to przedziwna produkcja, która w zasadzie od gracza niczego nie wymaga, nie wiem, co można tu nazwać gameplayem. Za to nagradza, jak najbardziej. I mimo ogólnego zadowolenia z zabawy i spędzonych z nią niecałych trzech godzin nie mogę się przestać zastanawiać, czy nagradza jedynie za to, że trwamy przed telewizorem do końca? No bo za co innego…?

W zasadzie trudno jest cokolwiek napisać o grze. To tak, jak o niektórych książkach. Możesz powiedzieć, że Ojciec chrzestny jest o mafii albo Dallas ‘63 o podróżach w czasie, jasne, ale czy takie stwierdzenie nie zabrzmiałoby żenująco śmiesznie? Podróż jest o podróży właśnie, ot i wszystko. Znamy cel, widoczny na horyzoncie, ale nie znamy nic poza tym. Nie wiemy kim jest bohater, kim są istoty tu występujące, dlaczego czują potrzebę udania się w to właśnie miejsce – nie wiemy kompletnie nic. Liczy się tylko droga przed nami, która jedyne, czego od gracza wymaga to trzymania wciśniętej gałki ruchu.

Jasne, że czasem trzeba gdzieś podejść, coś uruchomić, przez coś przeskoczyć i tak dalej. Ale mimo to Podróż w żadnym stopniu nie można nazwać grą platformową ani zręcznościową, bo w zasadzie nie da się tu ponieść porażki. I dopiero po dłuższej chwili do gracza dociera – The Journey jest tytułem, w którym jedyne, co gracz ma robić, to podziwiać widoki.

I jest co podziwiać, bowiem twórcy swój świat zaprojektowali konsekwentnie, opierając się na tym, co w razie drogi jest najmniej przyjemne, co powoduje niepokój – brak drogi. Przemierzamy wydmy, pustynie, zarówno piaskowe jak i śniegowe, niektóre fragmenty dzieją się gdzieś pod powierzchnią, inne stanowczo zbyt wysoko, podczas zamieci, gdzie faktycznie można poczuć mróz na skórze. Jednak nie jestem najlepszą osobą, by opowiadać o wrażeniach wizualnych, zresztą, wydaje mi się, że wystarczy krótkie: najwyższa półka. I nic oprócz uczestnictwa w podróży nie jest w stanie oddać sprawiedliwości dla tego, co ujrzymy. Krótko warto wspomnieć, że efektom wizualnym towarzyszy także niezła muzyka, im dalej tym lepsza.

Widząc oceny tytułu nie wiem, co myśleć. To rzecz jak najbardziej godna uwagi, warto sięgnąć i wziąć udział w Podróży, jednak… to nie jest tak do końca gra. Bo naprawdę nie oferuje nic poza emocjami wywołanymi przez to, co widać i słychać. Ale nie znajdziemy tu ani fabuły, ani żadnego wyzwania. I mam z tym lekki problem, bo o ile wydanych złotówek nie żałuję, to jednak nie wiem, komu można taką produkcję polecić. Każdemu? Żeby zobaczyć?

Może jest Podróż czymś, co specjalnie zostało wykreowane w celu udowodnienia ostatnim niedowiarkom, że gry to sztuka? W niczym nie ustępująca muzyce ani filmowi czy literaturze? Jest The Journey trochę jak symfonia, z podziałem na części bardziej spokojne, w których gracz/widz jakby prościej oddycha, lżej, jest mu dobrze, ale i części dynamiczne, gdzie nawet nie czując wyzwania odczuwamy emocje podniecenia z powodu tego, co dzieje się na ekranie.

Niezależnie od zamierzeń twórców jest ten tytuł warty polecenia, jednak z zaznaczeniem, że to bardziej rzecz do obejrzenia, niż faktycznej rozgrywki. Myślę, że dam szansę innym produkcjom twórców, ale jako wypełniaczom, do zabawy w momentach szczególnych, np. po ukończeniu dłuższego tytułu, a przed rozpoczęciem kolejnego – w ramach swego rodzaju odpoczynku.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.