Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Najciekawsza gra 2016 roku: tyle niedoróbek, a i tak dobra!

Final Fantasy XV coverBardzo dawno nie miałem do czynienia z serią Final Fantasy. Na poważnie grałem ostatnio w czasach pierwszego PlayStation, we wszystkie trzy części, które zresztą wspominam doskonale (szczególnie niesławną w pewnych kręgach VIII). Oczywiście miałem krótki epizod z odsłoną XIII, ale z jakiegoś powodu (doprawdy nie pamiętam jakiego) od gry odszedłem i nie powróciłem. Do zakupu XV przekonały mnie przede wszystkim pozytywne recenzje oraz otwartość świata, czyli coś, co wciąż mi się nie znudziło.

Z tychże recenzji dowiedziałem się, że warto obejrzeć cztery epizody przygotowane przez twórców gry dostępne w internecie, będące wstępem do fabuły. Żeby się trochę ponakręcać zaliczyłem mini-serial, czego efektem było polubienie bohaterów gry jeszcze przed włożeniem płyty do napędu konsoli. Po fakcie okazało się, że serial nie powstał bez powodu – gra ma niestety tak poszatkowaną, niepełną, pociętą i pełną zagadek fabułę, że aby w ogóle chciało się zacząć, przygotowano te filmiki. Zatem polecam ich zaliczenie przed rozpoczęciem gry właściwej.

FINAL FANTASY XV_20161212201304

Historia opowiada o młodym księciu Noctisie i jego czwórce przyjaciół: wesołym Prompto, stosunkowo ponurym Gladiolusie oraz służbiście Ignisie. Łacińskich nazw w grze jest od groma, to prawda. Sam pomysł na rozpoczęcie jest doskonały – przyjaciele udają się w drogę swoim wypasionym, służbowym samochodem (o nazwie Regalia) aby książę mógł zawrzeć małżeństwo z niejaką Lunafreyą, z którą zna się od dziecka. Samochód jak to w życiu bywa się psuje, a nim czwórka przyjaciół opanuje sytuację okazuje się, że kraj pogrążony jest w wojnie, król nie żyje, i zamiast martwić się ślubem młody Noctis teraz musi się martwić o całe królestwo.

Niestety historia jest tu tak zaprezentowana, że autentycznie trudno jest się w opowieści odnaleźć. Nie do końca były dla mnie jasne powiązania między Noctisem i Luną, pojawiający się Ardyn to w ogóle człowiek-zagadka, a ostatni filmik po obejrzeniu napisów końcowych postawił mi o wiele więcej pytań, niż udzielił odpowiedzi. Może należy jeszcze obejrzeć film Kingsglaive, aby zrozumieć fabułę? Być może, ale zdecydowanie warto tu sprzeciwić się istniejącemu stanowi rzeczy: tak nie powinno się robić gier wysokobudżetowych, by do zrozumienia wymagały obejrzenia filmu i serialu! W grze powinna być wystarczająca ilość przerywników fabularnych, dzięki którym gracz by po prostu zrozumiał co tak naprawdę się dzieje. Square Enix patchem dodało pewne fragmenty, ale wg mnie sytuacja się niewiele poprawiła. Dość powiedzieć, że naprawdę nie wiem o co w grze chodziło, kto ostatecznie przeżył, kto umarł, i kto w ogóle był kim.

FINAL FANTASY XV_20161213181527

Tym ciekawszym jest, że Final Fantasy XV z tymi brakami fabularnymi w niektórych miejscach oferuje świetną… opowieść. Jeśli zapomnimy o zagrożeniu dla świata i podróży do Luny, okazuje się, że nasza czwórka bohaterów to chyba jedni z najlepiej zaprojektowanych (jeśli nie najlepsi w ogóle) bohaterów w całym cyklu! Przyjaciele są jak żywi; te ich wszystkie pogaduszki kreują obraz naprawdę zgranej paczki kumpli, gdzie każdy ma swoją rolę, z której jest znany, kto miał w życiu szczęście posiadać przyjaciół ten od razu zrozumie ten klimat i doceni jakość kreacji postaci. A jednak tym bardziej zastanawia, dlaczego reszta fabuły nie mogła być tak udana?

Odkąd sięgam pamięcią Final Fantasy i jRPG od Square były grami oferującymi walkę turową. Final Fantasy XV zrywa z tym trendem, idąc w modnym ostatnimi czasy kierunku walki stawiającej na akcję. I trzeba przyznać, że niewiele brakowało, bym uznał mechanizm potyczek za bardzo udany.

FINAL FANTASY XV_20161213184524

Zacznijmy od tego, że nie mamy możliwości sterowania całą czwórką. Gracz kieruje tylko krokami Noctisa, a pozostali członkowie drużyny walczą sami. I nawet robią to mądrze, dają sobie radę, także potrafiąc posługiwać się przedmiotami a nawet leczyć w razie potrzeby księcia. Noctis potrafi wykorzystać ich ataki specjalne, i tylko wtedy niejako przejmujemy kontrolę nad grupą.

FINAL FANTASY XV_20161230180950

Walka zbudowana została na zasadzie jednego klawisza odpowiedzialnego za atak (koło) i jednego za obronę (kwadrat). Wystarczy trzymać klawisz wciśnięty, by Noctis przeprowadzał czasem bardzo ładne dla oczu ataki oraz orientować się w ruchach wroga, w odpowiednich momentach unikając ciosów. Brzmi prymitywnie, ale w rzeczywistości system daje radę, i spodoba się szczególnie tym, którzy lubią zagrywki zręcznościowe. Ponadto książe potrafi także teleportować się na krótkie dystanse (klawisz trójkąt) i do tego właśnie służą punkty MP, które posiada jako jedyny w grupie. Z czasem do walki dojdą też summony i ataki specjalne typu limit-break, i faktycznie, jak producent obiecał: jest to system nadający się zupełnie na „pierwszy raz”, każdy nowicjusz sobie z nim da radę, a jednocześnie starzy fani powinni być zadowoleni, bo mimo teoretycznego odwrócenia systemu do góry nogami jednak w każdym momencie czuć, że jest to Final Fantasy.

FINAL FANTASY XV_20161213193933

Jeśli chodzi o otwarty świat, to niestety nie jest kolorowo. Po prawdzie otwarty jest tylko jeden z trzech kontynentów, co samo w sobie nie jest złe, mamy bowiem całkiem spory obszar do zwiedzenia. Problemem natomiast jest… nie wiem nawet od którego zacząć jest ich tak wiele. Zacznijmy od kompletnej pustki. Otóż ludzi można spotkać tu tylko w miastach i placówkach, ale poza nimi świat zamieszkują tylko zwierzęta i potwory. Wygląda to komicznie, tak duża mapa, tyle miejsca, a tu ani człowieka nie uświadczysz. Ulicami jeżdżą samochody, owszem, ale poza tym królestwo Noctisa wygląda tak, jakby był jego jedynym mieszkańcem. Druga sprawa to zadania poboczne. No nie wiem, co Square Enix robiło przez ostatnie półtora roku, ale doprawdy: po premierze Dzikiego Gonu NIE WOLNO robić tak byle jakich zadań dodatkowych! Wszak to one świadczą głównie o jakości świata, jeśli już jest otwarty, niech zapewnia jakąś rozrywkę! Zadania są tak powtarzalne i odmierzone od jednego wzoru, że nawet mi się nie chce tu punktować wszystkich wad – są bardzo słabym elementem, i widać, że niestety cały otwarty świat został dodany, bo to modne, nie dlatego, że twórcy mieli na niego pomysł.

FINAL FANTASY XV_20161215170646

Niestety to nie koniec wad, a do kolejnych naprawdę poważnych muszę zaliczyć sposób przemieszczania się po świecie. Nie jest to bowiem GTA ani Red Dead Redemption, gdzie wsiadamy do samochodu (na koń!) i udajemy się dosłownie gdzie mamy chęć. Regalia potrafi jeździć tylko po wyznaczonych drogach, a mechanizm jej obsługiwania zrozumiałem tak naprawdę dopiero po może 20 godzinach gry. W wyznaczone miejsca należy i tak dobiec, albo podjechać na Chocobosie. Ale to jeszcze nie wszystko. Wyobraźcie sobie, że Regalia jedzie w czasie rzeczywistym: nie dość, że nie mamy wpływu na trasę (zatem siedzimy bezczynnie), to jeszcze jazda trwa nawet do pełnego, realnego kwadransa! Sam grałem z czytnikiem książek pod ręką, oni jadą, ja czytam, i powiem szczerze, że na moje prawie 50 godzin zabawy jestem ciekaw ile z nich było samym podróżowaniem. Z pewnością zbyt wiele. Ktoś, kto to wymyślił, powinien dostać nagrodę w stylu złotej maliny czy coś takiego, aby wyraźnie pokazać, że spaprał robotę.

Ale jak to jest, że spędziłem tam aż 50 godzin, mimo tych wszystkich wad? Zastanawiam się nad tym, i dochodzę do wniosku, że faktycznie chodzi głównie o relacje między bohaterami i system walki. Oba elementy zostały zrobione dobrze. Pierwszy wiele traci na tle kompletnie niejasnej fabuły, drugi przez kamerę. O ile walka daje radę, to faktycznie, nie ma nic gorszego niż starcie wśród drzew. Pełen chaos, zero taktyki, zero timingu, zero umiejętności – jedynie szczęście. No, ale z prawie każdego starcia można uciec, zatem czasem zamiast się męczyć, można po prostu iść dalej. Ot, przywilej otwartego świata.

FINAL FANTASY XV_20161218082931

W zasadzie bawiłem się dobrze, gdy walczyłem. Chciało mi się rozwijać postać, obserwować zwiększone umiejętności, testować rodzaje broni – to było dobre, sprawiało przyjemność. Nadszedł jednak taki moment, gdy już miałem dość. Wówczas okazało się, że gra wcale nie jest w otwartym świecie, że ostatnie rozdziały rozbite na całkiem sporo godzin to gra totalnie liniowa, ale już mi to nawet nie przeszkadzało; zmęczony nie planowałem powrotu do kilku nie ukończonych polowań i misji. Niemniej jednak warto wspomnieć, że gra od połowy fabuły przestaje być otwarta, to ważne. Podsumowując: kasy wydanej nie żałuję, prawie 50 godzin to dobry wynik. A Final Fantasy XV zapamiętam jako tytuł, który miał parę dobrych pomysłów, niestety także sporo kiepskich. Liczę na to, że kolejna część skupi się na tych dobrych, a pozostałe wyeliminuje.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.