Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Shadowrun: Dragonfall, czyli bardzo dobry sequel, który będę bardzo źle wspominał

Dragonfall00Od pierwszych chwil spędzonych z Dragonfall gracz czuje się jak w domu. Owszem, postać tworzymy nową i miejsce akcji jest inne (nie Seattle a Berlin), jednak świat wciąż jest ten sam. I bardzo dobrze, bo przecież po Shadowrun Returns chce się do świata wracać, te jedenaście godzin jakie zajęło mi ukończenie gry to zdecydowanie zbyt mało. Wciąż pozostaje nam przebywać w miejscu dość ponurym, które niby tak różne od naszego, jednak okazuje się być równie przygnębiającym.

Dragonfall05

Zachwyca przede wszystkim tematyka, z jaką gra się mierzy. Tym razem twórcy postawili ponownie na prezentację problemów społecznych, a na front wychodzą tematy takie jak narkomania, współuzależnienie i walka z nałogiem oraz klasyczny rasizm. Nikczemność gatunku ludzkiego obnażona w pełni i powody występowania rasizmu znowu takie same. Ktoś musi być winny niepowodzeń w życiu, a skoro nie Żyd czy czarny, to elf, krasnolud, troll czy inny ork.

Dragonfall01

Na uwagę zasługuje także dobrze skrojony początek gry, gdzie scenarzyści zadbali o mocne uderzenie, nakłaniające do wejścia w świat gry na poważnie. Przyznam, że rozpieszczony aktualnymi czasami nieco drażnił mnie brak polskiej wersji językowej, ale to głównie dlatego, że teksty po prostu chce się czytać, jest interesująco. Tymczasem w Shadowrun Returns nieco czytania od połowy gry olewałem, bo fabuła zrobiła się przewidywalna.

Dragonfall02

Należy też koniecznie wspomnieć, że Dragonfall jest grą znacznie dłuższą od poprzednika, i tym bardziej znaczenie ma o wiele ciekawsza fabuła.

Dragonfall03

Choć na pierwszy rzut oka wszystko wygląda po staremu, faktycznie druga część serii istotnie różni się od pierwszej. Oddano nam do dyspozycji nieco mądrzej zaprojektowany interfejs, zmiana aktualnie używanej broni jest wygodniejsza, podobnie poruszanie się po menu dostępnych do wykorzystania przedmiotów. Największą jednak zmianą jest odejście od konieczności wynajmowania towarzyszy. To znaczy wciąż jak najbardziej można tak grać, jednak teraz mamy niejako fabularnie przygotowaną drużynę, i gracz podświadomie na misje dopiera właśnie te postaci, które są aktywnie zaangażowane w wydarzenia. Wciąż należy im zapłacić, ale tym razem dopiero po wykonanej robocie, bowiem od teraz zadania można sobie dobierać samemu. Po prostu zlecenia spływają na komputer naszego bohatera. Nie znaczy to, że można z nich zrezygnować, bowiem są fabularnie uzasadnione, ale mimo to taki sposób nadaje całości nieco ciekawszego, bardziej klimatycznego podejścia, gdzie faktycznie gracz czuje się jak shadowrunner, banita buszujący po sieci w poszukiwaniu źródła utrzymania.

Dragonfall04

Chciałoby się na tym zakończyć opinię i tytuł gorąco polecić, jest niestety jeden poważny problem: ostatnie chwile z grą spędzone. Nienawidzę, gdy w grze, obojętnie czy strategii, akcji, RPG – obojętnie jakiej – na końcu mamy prymitywne zagranie zbudowane na zasadzie czegoś dużego, opancerzonego, pozbawionego sensu fabularnego. Wiecie, jakiś boss w którego należy władować kilka skrzynek amunicji, coś tędy. A niestety tak właśnie wygląda zakończenie Shadowrun: Dragonfall. Ostatnia misja jest jak gra z gatunku tower defense, gdzie przez określony z góry czas musimy po prostu przetrwać ciągle to nowe fale przeciwników. Zero klimatu, zero satysfakcji, nawet uzasadnienie fabularne się przestaje bronić. I powiem szczerze, że wspominając tę grę nie będę pamiętał o dobrej historii, ciekawych postaciach, wciągających wydarzeniach i decyzjach do podejmowania, a właśnie o ostatniej walce, która nie dość, że mnie wymęczyła, to jeszcze obraziła inteligencję gracza, potraktowała obcesowo, niwecząc wcześniejsze, doskonale zrealizowane pomysły. Nie wiem, czy mogę tytuł z czystym sumieniem polecić, końcówka jest tak przykra.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.