Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Lost Echo, czyli stracone pomysły i stracone pieniądze

Z przygodówkami typu point’n’click mam ten problem, że bardzo wiele zaczynam, ale zaledwie kilka ukończyłem. Taki ze mnie kiepski rozwiązywacz zagadek. Lost Echo, wydane na platformy mobilne, należy do tej drugiej kategorii – faktycznie dotarłem do napisów końcowych. Dałem radę, pomimo, że w zasadzie gra boleśnie pokazuje jak można zepsuć naprawdę dobry pomysł…

W tytule wcielamy się w rolę Grega, inżyniera wynalazcy w świecie wyglądającym jak stosunkowo niedaleką przyszłość. Wraz z miłością swego życia, kobietą o imieniu Chloe, nasz bohater udaje się na lody, ot, dzień jak co dzień. Nagle doświadcza błysku światła, przytomność odzyskuje w szpitalu, a nie dość, że Chloe nigdzie dookoła nie ma, to jeszcze wszyscy dookoła zachowują się, jakby kobieta nigdy nie istniała.

Sporym plusem gry jest właśnie początek. Jako gracz błyskawicznie zaangażowałem się w przedstawioną historię, z zaciekawieniem wraz z Gregiem próbując dojść do prawdy. Poszukiwania zataczają coraz szersze kręgi, a fabuła z każdym krokiem robi się coraz mniej interesująca. Scenarzyści zdecydowali się pójść mało ciekawą drogą, jakby stwierdzając, że skoro obracają się w gatunku science fiction, to można to gry wrzucić naprawdę każde, nawet najgłupsze rozwiązanie. Bo o ile podróż w czasie głupia nie jest, ba, wręcz przeciwnie, w naszych czasach widzieliśmy tyle różnych podejść do tematu, że naturalnym jest ciekawość kolejnych pomysłów. Ale wsadzenie do fabuły drukarki 3D, która potrafi replikować po prostu wszystko? To pójście na totalną łatwiznę.

I takimi rozwiązaniami straszy gra do samego końca przygody. Na marginesie: przygody raczej długiej, co normalnie by cieszyło, ale głupoty porozrzucane dookoła bardzo psują chwile z grą spędzone. To nie jest tak, że mamy tylko słabe kwestie i zagadki, ale tych dających satysfakcję jest tak niewiele, że nie są w stanie naprawić mocno zepsutego wrażenia.

Za to gra jest bardzo ładna graficznie i dźwiękowo. Plansze nie są imponująco duże, ale w grach point’n’click to raczej zaleta. Wykonane są w pełnym 3D, postaci z gracją się poruszają, a tryb casual pozwala na tymczasowe podświetlenie aktywnych (możliwych do interakcji) elementów, co zapobiega bezmyślnemu klepaniu palcem po ekranie w poszukiwaniu rozwiązania. Jednak zaletą jest nie tylko grafika w sensie technicznym, ale też artystycznym – świat niedalekiej przyszłości jest bardzo ciekawy, wyraźnie odmienny od naszego, ale z umiarem. Ktoś poświęcił niezłą chwilę na zaprojektowanie wizji świata za lat parę(dziesiąt?) i muszę przyznać, że projekt ten jest sukcesem. Podobnie muzyka, która jest nastrojowa, delikatna i bardzo pomaga tworzyć klimat tajemnicy, niepokojącej zagadki.

Niestety gwoździem do trumny dla gry okazało się zakończenie. Lost Echo udaje, że daje nam wybór, jednak jest to wybór złudny, i zakończenie nie dość, że jest tak naprawdę jedno niezależnie od podjętej decyzji, to dodatkowo końcówka jest wyraźnie ucięta. Wisienką na tym coraz mniej smacznym torcie jest ukazujący się po napisach końcowych tekst o przygotowywanym dodatku do gry, który zapewne dopiero okaże się faktycznym wyjaśnieniem coraz bardziej pokręconych wydarzeń. Tak się nie robi. Gra nie jest darmowa, żeby traktować gracza w ten sposób. Zapłaciliśmy za dobrą zabawę, i niezależnie od tego, czy ostatecznie tytuł się podoba czy nie, powinien oferować wyraźne zakończenie. Nie mam nic do DLC, pod warunkiem, że zawierają DODATKOWĄ zawartość, ale nie część wydobytą z oryginalnej rozgrywki. Zatem trudno mi tytuł polecić, bowiem zawodzi na zbyt wielu polach.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.