Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Nazywam się Lara Cr… tfu, Chloe Frazer, czyli o Uncharted: Zaginionym Dziedzictwie

Pierwszą grą, jaką ograłem na PlayStation 4 był Infamous: Second Son. A potem zachwyciłem się dodatkiem, First Light, nie tylko dlatego, że oferował nieziemskie atrakcje wizualne. Moje gorące uczucie wzbudził fakt, że był to „dodatek samodzielny”, czyli można było go ogrywać bez posiadania podstawki. Nawet kupiłem go na płycie, by zaoszczędzić, po ukończeniu sprzedając.

Wspominam o tym, bowiem od tego czasu stałem się ogromnym fanem takich przedsięwzięć. Dodatek do gry nie wymagający posiadania oryginalnej, pierwotnej wersji gry to pomysł w dziesiątkę. Bawiłem się tak z Assassin’s Creed: Freedom Cry, próbowałem bawić się z The Last of Us: Left Behind. A ostatnio do grona producentów oferujących ten miły rodzaj “rozszerzenia” dołączył sam Naughty Dog, których Zaginione Dziedzictwo zawstydza niejeden „pełen” tytuł, oferując prawie dziesięć godzin zabawy na najwyższym poziomie w cenie połowy nowego tytułu.

Nazywam się Lara Cr… tfu, Chloe Frazer

Historia pięknie toczy koło. Dawno temu z nóg zwalił nas oryginalny Tomb Raider, by potem zmienić się w smutną dla gracza maszynkę do robienia pieniędzy. Ale nadeszło Uncharted, które przejęło ten typ rozgrywki. No, nie do końca tej samej, ale bardzo podobnej i wyraźnie inspirowanej. Z kolei restart cyklu o Larze Croft garściami czerpał z drugiej i trzeciej części przygód Nathana Drake’a, a teraz, w Zaginionym Dziedzictwie, zakończyliśmy kreślenie koła, gdy to Naughty Dog sympatycznie nawiązuje do najnowszych odsłon przygód Lary.

Znowu, jak w Kresie Złodzieja, mamy dwie postaci główne. Gracz kieruje krokami znanej z drugiej odsłony Uncharted Chloe Frazer, czyli źeńskim odpowiednikiem Nathana Drake’a. Córka archeologa (i ma czekan!:), która jest po prostu… złodziejem, w sensie poszukuje skarbów z nadzieją na zarobek, jest dobra w tym, co robi, ale serce ma jednak po właściwej stronie, jest złodziejem honorowym. Jej przygodzie towarzyszy znana nam z czwartej części Uncharted Nadine Ross, dawna szefowa organizacji najemników, mająca w wydarzeniach swój własny cel.

Klasycznie jest filmowo

I to jak filmowo! O ileż lepiej jest rozegrać takie Uncharted czy Tomb Raider niż marnować czas na przygodowe filmy z zachodu, gdzie jest widowiskowo, ale brak dobrych dialogów, ciekawych bohaterów i logicznych wydarzeń!

Naughty Dog to prawdziwi mistrzowie kreowania postaci i pisania dialogów. Dla nich kolejna wyprawa po zaginiony skarb, choć zbudowana totalnie na schematach i kliszach, okazuje się polem do popisu, a nie arkuszem kalkulacyjnym do liczenia forsy. Podczas poszukiwań nieco bliżej poznamy Chloe (wciąż ma ten sam, niesamowicie seksowny, niski głos), obejrzymy jak rozwija się więź między nią a Nadine, w końcu i samą przywódczynię najemników będzie można docenić – wszak w pamięci gracza nie zapisała się specjalnie dobrze.

Ludzie od pisania dialogów to artyści swojego fachu. To jest najwyższy poziom, to jest sto procent zaangażowania gracza, maksymalna integracja z postaciami i tym, co widać na ekranie telewizora. A że widać absolutnie przepiękne krajobrazy i wciąż moim skromnym zdaniem najlepszą mimikę twarzy, to już nawet nie piszę, to jest Naughty Dog.

Kres Złodzieja, ale krok dalej

Rozgrywka klasycznie składa się z płynnie zmienianych rozdziałów. Pamiętamy jednak, że w czwórce mieliśmy etap, po którym bracia poruszali się jeepem, prawda? Twórcy gry tutaj poszli o kolejny krok dalej, oferując coś na kształt otwartego świata w tej liniowej produkcji. Jeden z pierwszych rozdziałów, gdy ma to najwięcej sensu z fabularnego punktu widzenia, to nic innego jak ogromna (jak na rozmiar produkcji) lokacja, oferująca o wiele więcej, niż może się wydawać. Przy czym ta otwartość, tak znany wróg opowiadania historii, jest naprawdę świetnie umiejscowiona właśnie w tym filmowym sposobie rozgrywki.

Chloe i Nadine aby przejść dalej muszą uruchomić pewien mechanizm, ale by to uczynić należy zaliczyć kilka odległych od siebie lokacji. I tak sobie jeździmy jeepem, tu coś przestawimy, tam uruchomimy, oczywiście ówdzie wyeliminujemy paru żołnierzy, albo poprzez konkretną strzelaninę, albo cichaczem – ten element także przeszedł tu z czwórki, na szczęście.

Jednak twórcy nie poprzestali na tym, że jest swoboda poruszania. Jeśli gracz będzie dociekliwy, okaże się, że poza tym, co jest konieczne do zrobienia by popchnąć fabułę do przodu, jest tu coś więcej. A nawet nagroda, która niejednemu poszukiwaczowi skarbów faktycznie się przyda, ułatwiając odnajdywanie rozrzuconych znajdziek.

I mnie ten fragment rozgrywki bardzo cieszył, lubię otwarte lokacje, jestem fanem otwartych gier. Dalsza, mocno liniowa rozgrywka jest oczywiście także bardzo udana, ale dzięki temu rozdziałowi i tacy jak ja mają coś dla siebie, odrobinę czystej eksploracji, prowadzonej w dowolny sposób, po swojemu.

Sympatyczne dodatki dla wrażliwych

Jest pewna grupa graczy, którzy wyśmiewają serię za kreowanie głupot, za brak uwagi przy drobniejszych szczegółach. Ulubionym motywem, z którego się śmieją są skrzynki na kółkach, które faktycznie w czwórce były dość słabo rozmieszczone. W sensie: ilekroć bracia natrafiali na przeszkody, natychmiast znajdowali tego typu urządzenia. Nawet w opuszczonych na kilkaset lat miejscach, co po prostu raziło niektórych bardziej zaangażowanych.

Nie, żeby Zaginione Dziedzictwo ten problem eliminowało, ale bohaterowie lekko przebili czwartą ścianę, właśnie robiąc sobie przysłowiowe „jaja” z takich akcji, co daje nadzieję, że w przyszłości producent lepiej przemyśli swoje zagadki, nie oferując aż tak banalnych rozwiązań, przypominających wyciąganie królika z kapelusza.

A piszę o przyszłości, bowiem nie jestem w stanie uwierzyć, że to koniec. Byłaby straszna szkoda, gdyby seria została zamknięta. Mechanika rozgrywki jest dobra, dopracowania wymagają szczegóły; może mniej strzelania, więcej eksploracji, zagadek? A i bohaterem może być dowolna postać, bo o ile Nathan Drake swoje przygody definitywnie zakończył, to jego brat nie został wprowadzony do serii bez powodu, a i samej Chloe absolutnie niczego nie brakuje, by stać się poważną, jeśli wręcz nie jedyną konkurentką dla panny Lary Croft.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.