Idealny zabijacz czasu, zawsze pod ręką – oto Pug’s Quest

W ostatniej paczce gier mobilnych od Humble Bundle trafiłem m.in. na grę Pug’s Quest, która urzekła mnie od pierwszych chwil. Oto idealny sposób na zabicie naprawdę krótkich przerw między codziennie wykonywanymi czynnościami. Tytuł wprost stworzony do szybkich partyjek pozwalających na moment uciec od monotonii w szkole/pracy/kościele.

W grze wcielamy się w rolę psa o imieniu Pug. A tytułowym zadaniem jest uratowanie trojga kumpli, których niecny hycel wziął i zamknął za kratami. Rozgrywka to połączenie zabawy zręcznościowej z prostymi zagadkami, a sposób sterowania idealnie komponuje się z dotykowymi ekranami.

Akcję obserwujemy z góry, a zaprezentowana jest przy pomocy klasycznego już dla małych gier pixel artu. Zabawa polega na dotarciu do wyjścia z niedużych etapów, by przejść dalej. Droga jednak jest zablokowana przeróżnymi przeszkadzajkami, zarówno przeciwnikami, poruszającymi się jak żołnierze w MGS (tj. po ustalonej z góry ścieżce), jak i po prostu pułapkami. A to trafimy na lód, a to dziura z ruchomą platformą, a to most, który po wejściu nań zaczyna znikać, to znowu ogromne śmigła, nie wiem, może z klimatyzacji, pomiędzy którymi należy przejść.

Pugiem sterujemy przy pomocy ruchu palca po ekranie w wybranym kierunku, jednym z czterech. Można palec przytrzymać, nie trzeba klikać z każdym krokiem. Ponieważ w grze chodzi przede wszystkim o wynik punktowy, warto zaryzykować i zbierać po drodze psie smakołyki.

A skoro już mowa o wyniku punktowym, dla którego ten tytuł został zaprojektowany (i dla acziwmentów, ofkoz), warto powiedzieć dwa słowa o systemie, na którym zabawa się opiera. Otóż plansz jest około stu, jednak nie mają żadnej kolejności. Po prostu etapy umieszczone są w trzech światach różniących się wyglądem, a jedyna zasada jest taka, że po zaliczeniu trzech zmieniamy świat. Z tym, że nigdy nie wiemy jaka będzie kolejność, bowiem o ile same etapy nie są generowane losowo, a z góry zaprojektowane, tak losowo są numerowane i rzucane przed graczem.

Niestety nie wiem, czy istnieje tu koniec zabawy inny, niż zgon z powodu utraty ograniczonej ilości żyć. Gra nie jest super trudna, nie wywala gracza od razu, ale cóż, prawie sto etapów? To sporo, i dla mnie jedyne, co się liczy, to pobicie własnego rekordu punktowego, o żadnym innym zakończeniu przygody na razie nawet nie marzę. I totalnie mi to odpowiada – Pug’s Quest jest rozrywką bardzo wciągającą, sesje może nie są zbyt długie (ale robię się coraz lepszy, wiadomo, xp leci), za to są częste, gra bowiem dostarcza naprawdę wiele przyjemności.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.