Synowie Anarchii w wersji rysunkowej

Serial Sons of Anarchy uważam za jeden z lepszych, jakie dane mi było obejrzeć w ostatnich latach. Pewnie, że nie ma startu do takich klasyków jak Breaking Bad, ale był niezły, angażujący, i co najważniejsze – skończył się nim upadł, co zdarza się tak rzadko (Dexter na zawsze w naszych sercach).

Jak się okazało, pojawiły się inne media opisujące losy gangu z Charming. Zostało wydanych 25 epizodów komiksu opisującego znanych nam bohaterów, a całość rozpoczyna się od sześcioodcinkowego mini cyklu, którego bohaterem jest mój ulubiony Alex “Tig” Trager, szalony maniak, przeżywający ciągle okrutnie zadaną śmierć swojej córki. Przygoda dzieje się w czasach, gdy na scenie pojawił się czarnoskóry gangster Pope, i nim Jax tę sprawę załatwił.

Oczywiście w komiksie najbardziej podoba się samo przedstawienie znanych postaci. Jest prócz Tiga Jax, Chibs, Bobby. Jest i Clay, po postrzale, odsunięty od władzy, jak zwykle kombinujący na boku, a przy nim wierny Juice. Pojawia się Gemma Teller, a także Nero, a we wspomnieniach nawet Kozik, wszak pierwszoplanowym bohaterem jest Tig, Kozika więc w zasadzie nie mogło zabraknąć.

Sama historia jest zbudowana wokół córki Kozika, która wpakowała się w niezłe tarapaty. Jak zwykle w tym serialu scenariusz został zbudowany tak, by pokazać motocyklistów niczym rycerzy na białych koniach, których siłą jest wzajemne braterstwo i respekt, a także, powiedzmy sobie to otwarcie: miłość. Nie jest to scenariusz, który może zwalić z nóg, ale nieźle wpisuje się w ten czas akcji, gdy Clay knuł to i owo z boku, a Jax próbował jednocześnie gasić wiele pożarów wywołanych przez swojego ojczyma.

Po ukończeniu lektury epizodu szóstego niejako automatycznie czytelnik pragnie więcej. W komiksie najlepsze jest to, że nie próbuje niczego udawać, a jedynie sprawnie zlepia się z tym, co znamy z ekranu telewizora. Jakościowo szału nie ma, ale powodów do narzekań też nie znajduję i już się cieszę na następne odcinki.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.