Tom drugi o wiele lepszy niż pierwszy, czyli o kontynuacji „Pana Mercedesa”

Odkładając Outsidera zachciało mi się powrócić do jednej z bohaterek, postaci, którą King wymyślił na potrzeby swojej trylogii kryminałów, i tu ponownie “wykorzystał”. No, tak naprawdę nie z powodu samej kobiety, co raczej pewnych informacji, które sugerowały, że kolejne tomy przygód detektywa Hodgesa mogą być czymś innym, niż Pan Mercedes, który pozostawił mnie onegdaj z odczuciami raczej ambiwalentnymi.

Zresztą widzę tu pewną prawidłowość; opinie fanów Pana Mercedesa o kolejnych tomach są dość często mało pochlebne, z kolei ja od pierwszych scen Znalezione nie kradzione widziałem, że to o wiele lepsza rzecz, niż tom pierwszy, przedstawiający nam Hodgesa, Holly i Jerome’a.

Powieść wciąż pasuje do definicji kryminału, jednak równie mocno skupia się na bohaterach i ich życiu. A dokładne przedstawienie człowieka w różnych sytuacjach do coś, co Kingowi zawsze wychodzi, poza tym sam pomysł o zbrodniach, które wywołała lektura książki, postać fikcyjnego bohatera – jest to coś, co potrafię zrozumieć i co mnie wciąga. Tak właśnie czytałem książki przed dwudziestu laty – totalnie, na maksa, z całkowitym zaangażowaniem. Kupuję ten pomysł. Wędrówka pomiędzy latami siedemdziesiątymi a czasami obecnymi sprawia dużo przyjemności, i nawet Hodges i Jerome, których tak bardzo nie potrafiłem zrozumieć w Mercedesie, tu są ok.

Im bliżej końca, tym całość robi się coraz bardziej przewidywalna, ale w zasadzie ten fakt nie psuje zabawy. Jest tu bowiem co innego, coś, co nawet Panu Mercedesowi dodaje parę punktów: pewien plan. Widać, że zabójca z mercedesa nie był Kingowi potrzebny jedynie do zabawy w kryminał, nie. Na horyzoncie zaczyna majaczyć coś, co starzy fani Kinga zawsze chętnie przytulą: groza. Już w Znalezionym nie kradzionym zapowiada się tom ostatni, zatytułowany Koniec warty i rzeczy, które z kryminałem niewiele będą miały wspólnego, rzeczy, które nie śniły się filozofom. :)

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.