Yakuza Kiwami 2 – remake idealny (plus Goro Majima, czyli +5 do oceny!)

Tym, co najbardziej ciekawiło mnie w remasterze drugiej odsłony serii Yakuza (poza, oczywiście, przedstawioną historią), był graficzny silnik tu zastosowany. Pochodzący z szóstej odsłony cyklu nowy silnik faktycznie robi wrażenie, i prawdę mówiąc z tego powodu odrobinę bałem się Yakuza Kiwami 2. Jak po czymś tak imponującym pod względem graficznym powrócić do “drewnianych” postaci i ruchów? Wszak Yakuza 3 dziś wygląda dość kiepsko, a szykowany remaster podniesie jakość tekstur i takie tam, ale tylko tyle…

Początek historii jest bardzo sprytny, bo dość usypiający. Oglądając powody, dla których Kiryu Kazuma powrócił do Kamurocho, można odnieść wrażenie przygotowanego tandetnie, na kolanie scenariusza, w stylu zachodnim. Ot, byle był powód. Szybko jednak to wrażenie minie, bowiem co jak co, ale to historia jest największym atutem cyklu Yakuza, i nawet to, co początkowo wydaje się być banalne czy przewidywalne, tu takie nie jest. Opowieść przedstawiona pod każdym względem przebija pierwszą część serii, dorównując mojej póki co ulubionej, znanej z Yakuza 0. Także dlatego, że nie brakuje tu Goro Majimy, wpierw jako postaci drugoplanowej, a po ukończeniu gry nawet postaci grywalnej. Co prawda Majima-story jest bardzo krótka, a sam Goro tak mocno odstający od reszty pod względem umiejętności walki, że wyzwania zbyt dużego nie ma (facet idzie jak czołg), za to te kilka kwadransów to prawdziwy list miłosny dla fanów jednookiego szaleńca i wspaniałe nawiązanie do Yakuzy 0 w 18 lat po przedstawionych tam wydarzeniach. Bo tyle czasu minęło między częścią 0 i 2.

Yakuza Kiwami 2 to materiał na wspaniałą serię filmów, albo jeszcze lepiej: dobry serial, taki w stylu Rodziny Soprano czy Synów Anarchii, gdzie jest miejsce i na śmiech, i na płacz – materiał na dramat idealny. Zarówno postaci, jak i miejsce akcji oraz kolejne jej zwroty są przygotowane na najwyższym poziomie, i na tym wypada mi poprzestać, bowiem ujawnienie czegokolwiek byłoby zbrodnią – gracz musi przeżyć to sam.

Ale Yakuza Kiwami 2 to także miasto wypełnione misjami dodatkowymi. I podobnie jak miało to miejsce w części 1 i 0, także tu owe misje będą odskocznią od głównej fabuły. Niektóre z nich będą tak totalnie dziwne, dotykać takich tematów i spraw, że słowo daję – prócz mistrzostwa fabuły mamy tu i mistrzostwo kiczu. Czyli dokładnie to, czego oczekiwałem i na co miałem nadzieję po ograniu wcześniejszych odsłon.

A jakby tego było mało, SEGA w typowy dla siebie, nieco nonszalancki sposób przygotowała kosmiczną ilość mini gier, w tym faktycznie istniejących tytułów znanych z automatów sprzed lat. No i zarządzanie klubem z hostessami czy rozbudowa klanu – wszystko tu jest. Yakuzę Kiwami 2 można razem z Shadow of the Colossus postawić na jednej półce z remake’ami idealnymi. Tak się powinno to robić. 

I trochę chciałbym, żeby części 3, 4 i 5 także zostały przygotowane z takim pietyzmem, a nie jedynie wyposażone w nieco ładniejsze elementy graficzne, w wyższej rozdzielczości. Trochę trudno będzie wrócić do tego “drewnianego” stylu. Ale mimo to wrócę na pewno, bo seria jest jak Breaking Bad czy Better Call Saul – nie wyobrażam sobie życia bez poznania dalszych losów bohaterów.

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.