Ile Kinga w Kingu? A którego Kinga?

O ile Joe Hill ambitnie, specjalnie wydaje swoją twórczość pod niepełnym nazwiskiem, tak drugi syn Stephena Kinga – Owen – takich zapędów nie ma. Jakiś czas już zastanawiałem się jak potrafi pisać, i wreszcie nadarzyła się okazja, bowiem pod “Śpiącymi królewnami” podpisał się zarówno syn, jak i ojciec. A przynajmniej tak myślałem, jednak jak się okazało – błędnie.

I bez zbędnego pitolenia powiem od razu – książka to typowa dla Stephena Kinga kniga, zdecydowanie za długa, w której do czynienia mamy z absolutnie dziwnym pomysłem i początkowo rewelacyjnym wykonaniem. Opis małego miasteczka, przedstawienie bohaterów, zależności między nimi, nakreślenie sytuacji, opis więzienia dla kobiet – to jest kawałek świetnej literatury. Mamy tu wszystko, z czego King jest znany, w czym jest mocny. Niestety potem jest już mniej kolorowo, a książka coraz trudniej się broni. Kto zna choć kilka klasycznych powieści Mistrza, ten dosłownie zaczyna dostrzegać wydarzenia nim do nich dojdzie, a bohaterowie powoli zaczynają się ustawiać na swoich miejscach w schemacie kreowania długiej powieści o małym miasteczku. W obliczu globalnego/lokalnego kataklizmu i wywołanego tym chaosu. To już było. To lepiej przeczytać “Bastion” lub “Pod kopułą”.Continue reading →

Komedia romantyczna? Jasne, przez chwilę, a potem będzie bolało, czyli polecam „Jak zawsze” Miłoszewskiego

Ależ mi się ta powieść podoba! Wreszcie Zygmunt Miłoszewski napisał coś, co z pełną mocą mogę innym polecić, co uzasadnia jego niezwykłą popularność. Bo że jest dobry w PR, to wiemy. Ale teraz dowiódł, że potrafi, bowiem “Jak zawsze” jest wreszcie książką inną, niż poprzednie, którą nie tak łatwo będzie z czymś porównać, co nie było nigdy problemem u Szackiego, ani w “Bezcennym”.

Rzecz opowiada o małżeństwie, które szykuje się do pięćdziesiątej rocznicy swojego ślubu… No dobra, nie ślubu, tylko pierwszego razu. I tak, rację mają ci, którzy piszą, że w książce jest sporo seksu. Jest go dużo, ale uważam, że ani raz nie jest tu przedstawiony dla sportu, jest bowiem pokazany jako nieodłączny element istnienia tego konkretnego małżeństwa. Co pozwala nam sporo zrozumieć o bohaterach i tym szybciej zacząć żyć ich życiem.Continue reading →

Idealny zabijacz czasu, zawsze pod ręką – oto Pug’s Quest

W ostatniej paczce gier mobilnych od Humble Bundle trafiłem m.in. na grę Pug’s Quest, która urzekła mnie od pierwszych chwil. Oto idealny sposób na zabicie naprawdę krótkich przerw między codziennie wykonywanymi czynnościami. Tytuł wprost stworzony do szybkich partyjek pozwalających na moment uciec od monotonii w szkole/pracy/kościele.

W grze wcielamy się w rolę psa o imieniu Pug. A tytułowym zadaniem jest uratowanie trojga kumpli, których niecny hycel wziął i zamknął za kratami. Rozgrywka to połączenie zabawy zręcznościowej z prostymi zagadkami, a sposób sterowania idealnie komponuje się z dotykowymi ekranami.Continue reading →

O Fire Emblem: Shadows of Valentia na tle części sprzed piętnastu lat

Jedyną, jak dotąd, odsłoną serii Fire Emblem, którą udało mi się ukończyć, była bodajże druga część spośród tych wydanych na konsolę GameBoy Advance, o podtytule The Sacred Stones. Przygody rodzeństwa bardzo mnie wciągnęły, tak bardzo, że faktycznie dotarłem do napisów końcowych, co mocno mnie zaskoczyło; w tamtych latach byłem raczej niecierpliwym graczem, a system rozgrywki w cyklu ma jedną zasadę: trup pozostaje trupem. W tych grach strategiczno-taktycznych zbieramy z czasem coraz większą drużynę, jednak jeśli ktokolwiek z naszych podczas bitwy straci wszystkie punkty życia – umiera, a gracz traci dostęp do danej postaci. To boli. Continue reading →

Ubisoft nie kłamał, Assassin’s Creed: Origins faktycznie oferuje spore zmiany, apokalipsa jest coraz bliżej

Nigdy nie uważałem się za jakiegoś super wielkiego fana serii Assassin’s Creed. Choć jak o tym myślę, to wychodzi mi, że grałem (w sensie: skończyłem) wszystkie części serii, w tym Rogue i Liberation HD, które początkowo mi jakoś umknęły. Jednak sam nie wiem, czy bardziej nie chodziło mi o otwarte światy i relaks – seria wszak jest świetna dla stosowania zjawiska zwanego „grową turystyką”. Karaiby, młoda Ameryka, Paryż z okresu rewolucji, nie wspominając już o renesansowym Rzymie, Wenecji czy Konstantynopolu. A sam konflikt zabójców z Zakonem Templariuszy mi raczej zwisał, z wyjątkiem części Rogue – bowiem od samego początku mojej przygody z cyklem naiwna i ślepa wiara asasynów do mnie średnio docierała, natomiast wcielenie się w zdrajcę i przyszłego Templariusza, to co innego. Tu mi naprawdę zależało.Continue reading →

Jeszcze więcej Dunwall, spisków i mrocznych tajemnic, czyli o dwóch DLC do Dishonored

Trudno jest się uwolnić od Dishonored. Onegdaj to ograłem, zarówno na Xboksie 360 jak i PlayStation 3. Jednak przed rozpoczęciem zabawy z drugą częścią, na którą wreszcie mnie naszło, zachciało mi się zabawić w Dunwall jeszcze raz. Ale tym razem miałem chęć na polską wersję językową, by na poważnie poznać i dać się wciągnąć w świat przedstawiony, który moim zdaniem jest najlepszym, co gra oferuje. Zatem ograłem tytuł ponownie, a po ukończeniu zabawy nagle do mnie dotarło, że nazwa Definitive Edition oznacza, iż mam jeszcze do dyspozycji dotychczas nieznane mi DLC. W których bohaterem jest Daud – postać (uwaga, SPOILERY!), którą jako Corvo Attano zabiłem.Continue reading →

Czwarta część trylogii z Neshov, czyli o tym, jak znalazłem się w martwym punkcie

Gdy kończyłem lekturę trylogii z Neshov pozwoliłem sobie na stwierdzenie, że w życiu nie ma happy endów, rozwiązania problemów nie spadają z nieba, ot tak. Zakończenie książki “Na pastwiska zielone” bowiem doskonale o tym fakcie nam uświadamia; jest jak sarkastyczny śmiech cynika obserwującego nadzieję prostego człowieka, wierzącego, że ciężką pracą i uczciwością kiedyś, i on sam, ten, tego… Krótko mówiąc: zakończenie mi pasowało. Było boleśnie rzeczywiste.

I teraz jestem w kropce, by nie powiedzieć, że wręcz w martwym punkcie. Czy Autorka kończąc tom trzeci planowała powrót i przygotowanie tomu czwartego? Nie wiem, i cokolwiek by nie powiedziała, i tak nie uwierzę, wiadomo, mówi się byle co, by książkę wypromować. A czytelnicy jak pelikany łykający wydawniczy PR na nic innego nie zasługują. Mimo to, pytania pozostają: skąd wynika kilka lat odstępu między publikacjami tomów trzeciego i czwartego? Czy jest tu jakiś sens i plan, czy jedynie pragnienie pieniędzy? Continue reading →

Jeśli mało Ci serii „Go”, bierz Geostorm, możesz nawet bez płacenia

Geostorm to bardzo udane nawiązanie do znanej serii Go, wykorzystującej bohaterów znanych z cykli Tomb Raider, Hitman czy ostatnio także Deus Ex. Jest to gra logiczna, w której przesuwamy bohatera po z góry zaplanowanych ścieżkach tak, aby dotarł do celu likwidując po drodze wszystko, co przeszkadza. Gra nawet oferuje jako taką fabułę, ot, tyle by wiedzieć po co właściwie bohaterowie wykonują swoje czynności. Mamy do czynienia z czymś na kształt ekologicznej katastrofy na całej Ziemi, wywołanej przejęciem przez „złe siły” sieci satelitów kontrolujących warunki pogodowe.Continue reading →

Legend of the Skyfish, czyli niespodziewanie dobra produkcja

W pierwszej chwili Legend of the Skyfish wydawała mi się mało zachęcająca, głównie ze względu na sterowanie – nie ma nic gorszego, niż narysowane na ekranie przyciski, mające zastąpić fizyczne klawisze. Jest to bowiem gra akcji, w której nie dość, że owymi narysowanymi guzikami trzeba manipulować, to jeszcze spora część zabawy jest zabawą na czas. To nie brzmiało zbyt zachęcająco.

Ale okazuje się, że Crescent Moon Games wie jak przygotować dobrze grę. Mimo, że przystawki telewizyjne z Andoidem (i fizycznym manipulatorem) nie są specjalnie popularne, a pady to wśród użytkowników systemu rzadkość, Legend of the Skyfish obsługę pada wspiera. Rozgrywka od razu staje się bardziej interesująca, gdy wiemy, że sterować postacią będziemy przy pomocy fizycznych przycisków.Continue reading →

No, teraz to już mobilna sekcja Square Enix ma we mnie fana, czyli o Deus Ex Go

Strasznie przyjemnie jest móc chwalić twórców cyklu gier. Ale w tym wypadku nie da się inaczej, bowiem mobilna dywizja Square Enix na pochwały zdecydowanie zasługuje. Od premiery Hitman Go pomysł na logiczną grę na dotykowym ekranie jest sukcesywnie rozwijany, zatem Deus Ex Go wykorzystuje wiele pomysłów z przygód Agenta 47, dodając sporo z Lara Croft Go, ale nie poprzestając na tym. Szacunek u twórców wzrasta kolejny raz, bowiem ostatnia (jak na razie) odsłona cyklu Go znowu dodaje sporo interesujących rzeczy, bardzo umiejętnie wykorzystując świat, z jakiego Jensena znamy.Continue reading →

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.