Joseph Conrad "Pojedynek"

PojedynekPo sieci chodzą słuchy, iż słynny film Ridleya Scotta „Pojedynek” został napisany na podstawie prozy niemniej słynnego pisarza, Josepha Conrada Korzeniowskiego. Film pamiętam nie całkiem dobrze, jednego jednak jestem pewien: opowiadał o dwójce francuskich żołnierzy, którzy przy każdej okazji, gdy na siebie wpadną pojedynkują się z powodu, którego praktycznie nie znamy, którego oni sami nawet nie pamiętają. Ich pojedynków było więcej niż jeden, a zwada trwa latami.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, iż opowiadanie „Pojedynek” wspomnianego Conrada jest KOMPLETNIE CZYM INNYM. Czyżby napisał dwa o tym samym tytule? :) Nie dość, że toczy się w Polsce, nie we Francji, to bohaterami są zupełnie innej postawy ludzie. Spokojnie, myślę sobie – takie szczegóły jak miejsce akcji czy postaci zawsze można dopasować do różnych realiów. Niestety jednak nie są to jedyne różnice.Continue reading →

Franz Kafka "Proces"

ProcesCzłowiek często opiera się na tym, co usłyszy wokół siebie. Przykładamy niewielką uwagę do słów ludzi kompletnie obcych, nieco większą do tych, których widujemy częściej, na przykład nauczycieli w szkole. Taka jest siła rzeczy – zawsze w głowie się coś utrwali. Mnie utrwaliła się w ten sposób świadomość, iż „Proces” Franza Kafki jest powieścią o totalitaryzmie, czymś na kształt państwa policyjnego, gdzie jednostka nie ma znaczenia. Byłem przekonany, że tytułowy Józef K. to ofiara spisku mającego na celu ostatecznie upokorzenie człowieka przez aresztowanie i proces w sprawie, o której sam aresztowany do samego końca się nie orientuje.

Jak się okazało, w pewien sposób można tę powieść tak interpretować. Ale „Proces” jest czymś o wiele większym, niż tylko opowieścią o manipulowanym człowieku. Zresztą, jak się głębiej przyjrzeć, to Józef K. nieźle sobie daje radę z tą sytuacją, nie jest – jak się spodziewałem – wrakiem człowieka, gonionym od ściany do ściany, od urzędu do urzędu. W zasadzie z owej manipulacji w pewien specyficzny sposób zdaje sobie sprawę, co więcej momentami dzielnie się do niej dostosowuje czasem osiągając pewne niewielkie zwycięstwa. Ale nieważne, myślę, że nie jest główną treścią książki jego „sprawa” i tytułowy proces. Myślę, że treścią książki jest szeroko pojęty absurd, bardzo pesymistycznie przedstawiona rzeczywistość, w której nawet grupa Monty Pythona czuła by się najwyżej znośnie.Continue reading →

Joseph Conrad "Jądro ciemności"

Jadro ciemnosci„Jądro ciemności” to jedna z tych książek, do przeczytania których młody człowiek zostaje zmuszony w szkole średniej. I jak to bywa w przypadku tego rodzaju pozycji, nie czyta jej, ukazując wszystkim swój bunt i niezależność :)

O czym jest „Jądro ciemności”? Jest opowieścią o dzikim lądzie, w głębi Afryki. Jest także opowieścią o zbrodniach, jakich dopuszczają się biali ludzie tylko dlatego, iż tubylców mają za nic. Jest sporo powiedziane na temat kompleksów przeróżnych lokalnych „dyrektorów”, które ja osobiście odebrałem jako wskazanie głupoty ludzi, którzy spodziewają się trwać na jakimś stanowisku całe życie przez „zasiedzenie”, o histerii, jaką w nich wzbudza myśl o postępie i progresie, rozwijaniu się oraz zmianach w otaczającym ich dzikim świecie. Jest w końcu „Jądro ciemności” historią o człowieku, który osiągnął wśród tubylców taką władzę, iż stał się niemalże bogiem w ich, a także swoich oczach. Z tym fragmentem książka jest szczególnie kojarzona, i podczas lektury zaskoczył mnie fakt, iż w stu stronicowej książeczce autor zmieścił wiele więcej, niż tylko opis szaleństwa Kurtza. W zasadzie ponad połowę książki czekamy aż wreszcie Kurtz się pojawi na scenie osobiście, nie jedynie we wspomnieniach innych, a gdy już się pojawia okazuje się, iż zaraz będzie koniec lektury.Continue reading →

James O. Curwood "Steele z Królewskiej Konnej"

Steele z Krolewskiej KonnejMając lat kilkanaście rozczytywałem się w powieściach przepełnionych miłością do Dalekiej Północy, autorstwa Jamesa Olivera Curwooda. Przy okazji pojawienia się w jednej z internetowych księgarń z książkami elektronicznymi wielkiej serii Klasyka, pisarz ten był jednym z pierwszych nazwisk, jakie wpisałem do wyszukiwarki. Okazało się, iż jest kilka pozycji, co prawda nie tyle, ile bym sobie życzył, za to niektórych tytułów dawniej w bibliotekach nie widziałem. Nie zastanawiając się długo kupiłem powieść „Steele z Królewskiej Konnej”, po tytule jasno sugerującą, iż rzecz będzie skupiona na przygodach ludzi, a nie zwierząt – Curwood bowiem doskonale pisał też powieści mówiące o życiu dzikich zwierząt. Jednak miałem ochotę na coś z dialogami :)Continue reading →

Arthur C. Clarke, Odysei kosmicznej tom 1: "2001. Odyseja kosmiczna"

Odyseja kosmiczna 2001Podobno najpierw było opowiadanie. Potem – wspólna praca autora z reżyserem Stanleyem Kubrickiem nad scenariuszem filmu, zwanego do dziś przez wielu najsłynniejszym dziełem science fiction w kinematografii światowej. I dopiero na końcu powstała powieść Clarke’a, na podstawie własnego scenariusza, która – trzeba to uczciwie przyznać – wiernie oddaje treść filmu. Złośliwi w dodatku od razu stwierdzą, iż nie tylko wiernie, ale i w sposób bardziej wciągający :)

Powieść podzielona jest na kilka części, które łączy jeden element: tajemniczy Monolit, który towarzyszy ludzkości, jak się okazuje, od dawien dawna. Pierwszą częścią jest genialnie rozpisane powstanie świadomości, czyli jak z małpoluda człowiek stał się człowiekiem. Clarke w tym momencie stosuje niezwykłą narrację, gdzie nie tylko klarownie opisuje proces kształtowania się myśli u prawie zwierzęcia, jego odczucia względem otoczenia, radości i smutki, w końcu satysfakcję z rozwoju. Autor przedstawia wydarzenia wtrącając od siebie dygresje, dzięki którym oderwanie się od lektury jest praktycznie niemożliwe.Continue reading →

Isaac Asimov, Fundacji tom 9. "Agent Fundacji"

Agent FundacjiLicząc wszystkie dodatkowe powieści, dopisane lata po oryginalej „Fundacji” zarówno przez Asimova, jak i innych pisarzy pragnących zrealizować się w tym uniwersum, „Agent Fundacji” jest już dziewiątą jej częścią. Akcja toczy się pięćset lat po założeniu na Terminusie przez Hariego Seldona Fundacji. Na dzień dzisiejszy Federacja Fundacji opanowała ponad połowę całej Galaktyki, i dokonała tego oczywiście dzięki swemu postępowi technologicznemu, bez wywoływania wojen.

Powstaje jednak pytanie: czy główne zadanie Fundacji, jakim jest stworzenie nowego, lepszego, trwalszego Imperium Galaktycznego, nie mogłoby zostać przyspieszone? Czy trzeba kurczowo trzymać się Planu Seldona, skoro wygląda na to, iż stworzenie trwałej organizacji ogólnogalaktycznej jest na wyciągnięcie ręki? W „Agencie Fundacji” Asimov wraca do wszystkich najważniejszych postaci znanych z poprzednich części, a czyni to przy okazji niezłego pomysłu: każe głównym bohaterom poszukiwać mitycznej, zaginionej Ziemi, planety, od której jakoby rozpoczęła się era dominacji rasy ludzkiej w Galaktyce.Continue reading →

Roger Zelazny, Kronik Amberu tom 1: "Dziewięciu książąt Amberu"

Dziewieciu ksiazat AmberuNapisany w 1970 roku pierwszy tom cyklu „Amber” od samego początku mocno skojarzył mi się z tomem pierwszym słynnego cyklu Andre Norton „Świat Czarownic”. Podobnie jak u Norton, Zelazny umieścił swojego głównego bohatera w naszym świecie, na Ziemi. Mężczyzna budzi się w tajemniczym miejscu, przypominającym szpital, lecz raczej taki dla chorych psychicznie, gdzie po pielęgniarzu można się raczej spodziewać samego zła niż realnie udzielanej pomocy pacjentom. Kolejnym zabiegiem, który z literatury znamy od lat, a który wkleił tu Zelazny jest amnezja – bohater kompletnie nie pamięta kim jest i co mu się przytrafiło. Szczerze mówiąc z początku byłem dość zawiedziony tak standardowym rozpoczęciem akcji, jednak na szczęście okazało się, że fabuła nie będzie znowu taka strasznie standardowa, przynajmniej nie od razu. Mimo utraty pamięci bohater, Corwin, doskonale zdaje sobie sprawę z własnej wyjątkowości, nie waha się przed dokonywaniem nawet najbardziej karkołomnych akcji, nie tylko tych wymagających siły, ale i w równej mierze inteligencji, co skutkuje sprawnie przeprowadzoną ucieczką ze szpitala i rozpoczęciem wędrówki w poszukiwaniu prawdy o sobie samym.Continue reading →

Janusz A. Zajdel "Lalande 21185"

Lalande 21185O ile się nie mylę, „Lalande 21185” to pierwsza powieść naszego prywatnego, rodzimego mistrza fantastyki socjologicznej, jaka ukazała się w druku. I oczywiście nie należy do tegoż gatunku, jest to po prostu bardzo klasyczna tak w formie, jak i treści książka science fiction.

Bohaterami jest grupa astronautów, udających się do tytułowej gwiazdy Lalande 21185. Wśród nich znajdziemy znacznie młodszych członków załogi, wręcz dzieci jeszcze, urodzone w astrolocie. Wyprawa jest typowo badawcza.

Fabuła nie zachwyca. Nie jest oczywiście zła, nic z tych rzeczy. Po prostu historia jest dość przeciętna, a wszelkie ciekawe myśli autor niestety podaje w sposób lekko łopatologiczny, każąc swoim bohaterom wygłaszać gigantycznej długości monologi (zwłaszcza na końcu książki). Mimo to książka jest warta przeczytania nie tylko dlatego, że jej autorem jest twórca „Paradyzji” i „Limes Inferior”. Znajdziemy tu nieco typowego, zajdlowskiego poczucia humoru, które doskonale znamy z jego rewelacyjnych opowiadań. Niektórym czytelnikom, zwłaszcza tym, dla których science fiction to absolutnie najważniejszy gatunek literacki spodoba się także bijąca z każdej niemalże strony prawda, którą Zajdel głosił otwarcie wszem i wobec: nauki humanistyczne są ważne, lecz to przedmioty ścisłe są tym, co popycha nas do przodu i to one są najważniejsze.

Lalande 21185
Nasza Księgarnia 1966

Jacek Dukaj "Wroniec"

WroniecW pierwszej chwili myślałem, że „Wroniec” to coś na kształt „Koraliny” Neila Gaimana, czyli powieść grozy dla najmłodszych, z dużą dawką dowcipu przeznaczonego także dla nieco starszych czytelników. Wszak sam moment porwania ojca bohatera, małego Adasia i zranienia jego matki to groza stuprocentowa. W następnych jednak linijkach tekstu ewentualny horror zmienia się w czystą groteskę i z może nawet lekkim wstydem zmuszony jestem dołączyć do tych, którzy zastanawiają się dla kogo w ogóle „Wroniec” został napisany? Bubeki, Podwójne Agenty, MOMO, Maszyna-Szarzyna… to wszystko fajnie brzmi „na sucho”, ale podczas lektury trzeba mocno zagiąć rzeczywistość, by móc się od stanu wojennego uwolnić, i potraktować „Wrońca” po prostu jako dziecięce fantasmagorie, koszmar. To jednak jest temat, przy którym trudno jest się po prostu zabawić przy lekturze, inne spojrzenie autora do mnie nie trafiło, w pierwszej chwili nawet przypuszczałem, że może „Wroniec” miał być Dukajowym głosem w odwiecznym konflikcie, czy stan wojenny był zbrodnią, czy ratunkiem. Na szczęście po ukończeniu lektury to wrażenie zostało zmazane i ostatecznie mogłem uznać książkę za zjawisko ciekawe, jeszcze ciekawszą próbę odkrywania kolejnych horyzontów u pisarza, doskonałą zabawę słowem… jednak gdybym mógł się posłużyć słownictwem Mike’a Valentine’a Smitha, „Wrońca” zdecydowanie nie zgrokowałem.

Wroniec
Wydawnictwo Literackie 2009

iWoz. Od komputerowego geeka do kultowej ikony

iWozSteve Wozniak to postać, której żadnemu fanowi technologii, komputerów czy też ogólnie nowoczesnego stylu życia przedstawiać nie trzeba. Autentyczny geniusz, wybitny inżynier, a do tego jeszcze zapalony dowcipniś o dość specyficznym poczuciu humoru. Teraz, w pierwszej dekadzie XXI wieku, gdy niezwykle jasno świeci gwiazda Steve’a Jobsa warto sięgnąć po biografię Woza, bez którego słynny prezes Apple miałby znacznie bardziej utrudniony start (bo że Jobs byłby sławny i bez Wozniaka – tu nie ma miejsca na wątpliwości).

Woz zdecydował się sam napisać swą biografię, współautorka Gina Smith jego historię, opowieści po prostu pomogła poskładać, by książkę czytało się wygodniej. Jest to dość klasyczny przedstawiciel gatunku, urodziłem się, mieszkałem, żyłem… Jednak pisany z owym nietypowym humorem, który tak bardzo wyróżnia Wozniaka od innych ludzi. W jego słowach wszystkie fakty, które zadziwiają do dziś, np. samodzielne złożenie Apple I, potem Apple II, czyli praktycznie pierwszego komputera dla każdego na którym każdy mógł coś zrobić, wcale nie jest takie nadzwyczajne. Wozniak podkreśla na każdym kroku, że to nie pieniądze były motorem, nie rywalizacja czy nawet miłość i pasja, jakie odczuwa wielu dziś do technologii. Jemu zawsze po prostu chodziło o samą inżynierię, proces, który zaczyna się na kartce papieru a kończy trzymaniem w dłoniach gotowego, wypieszczonego produktu.

Rewelacyjna książka, z której dowiemy z pierwszej ręki się jak też wyglądała najsłynniejsza komputerowa firma świata. Opisze to człowiek, który lekce sobie ważył wszelkiego rodzaju zarządy, prezesostwa, funkcje. Choć to on właśnie i jego geniusz tworzył komputery, Wozniakowi nigdy nie zależało na niczym innym, jak tylko pracy i jej efekcie. Dlatego może sobie pozwolić na opisanie prawdy, bez upiększania faktów na temat Jobsa oraz innych znanych nam ludzi, którzy wspólnie odmienili świat, czyniąc go takim, jakim dziś znamy.

iWoz: From Computer Geek to Cult Icon
Wydawnictwo EMKA

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.