Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Szymek, Tośka, Wera i paru innych, czyli kilka godzin czystej przyjemności

“Ślady” tego autora czytałem prawie rok. Taka była to lektura, dająca od siebie odpocząć, nie skłaniająca do pośpiechu. “Rdzę” przeczytałem w parę godzin. Od dosłownie pierwszych słów zostałem wciągnięty w życie Szymka a potem i jego babci, kolegi, rodziców i sąsiadów. Wszystko, co miałem wczoraj zrobić, zrobię dzisiaj. Wczoraj tylko “Rdza”.

Zachwyciła mnie mnogość tematów, które zostały tu poruszone. Zachwyciło mnie także pokazanie ludzi jako istot wyjątkowych, w sensie: tak od siebie odmiennych, tak różnych. Ale tego akurat się spodziewałem, z tego autora już znamy. Początkowo chciałem parę motywów, które są poruszone w książce przytoczyć, ale ostatecznie stwierdziłem, że nie o to chodzi, żeby zdradzać, chodzi o to, żeby zachęcać. No to zachęcam.Continue reading →

Ku pokrzepieniu serc / sposób na walkę / nim czas zaleczy rany

Guillaume Musso to taki facet, który potrafi zainteresować czytelnika od niemalże pierwszego zdania. Ponadto ma dar przekonywania do siebie i swojej wizji nawet tych nieco bardziej sceptycznych, niespecjalnie wierzących w bogów, karmę czy coś podobnego. Nawet wiedząc, że rzecz prędzej czy później przekaże nam jakąś wierutną bzdurę, przeważnie i tak chcemy poznać zakończenie książki (póki co tylko “Uratuj mnie” było tak przegięte, że uważam, iż nieudane). Po części jest tak dlatego, że jego wersja realizmu magicznego jest bardzo konsekwentna, co znacznie pomaga wejść w świat w przedstawiony, po drugie natomiast: po prostu potrafi używać słów.Continue reading →

I dopiero po ponad ćwierć wieku grania otrzymałem tytuł, który może być moją grą życia

Ogromnie byłem ciekaw, co też przyniesie NieR: Automata. Specjalnie przed zakupem tytułu poszukiwałem oryginalnej gry NieR, wydanej jeszcze na PlayStation 3, wcale nie tak łatwej do znalezienia, ponadto kosztownej. I choć miałem swoje uwagi co do poprzedniej produkcji Yoko Taro, uznałem, że jest to dzieło wybitne, wyjątkowe. Z prawdziwą przyjemnością ogłaszam, że kontynuacja wydana na początku tego roku jest pod każdym względem lepsza, a sama Automata trafiła do mojej ścisłej czołówki najlepszych gier wszechczasów. Continue reading →

Fajnie było, ale się skończyło, czyli o zamknięciu sagi o Cliftonach i Barringtonach

Tym razem mi się nie chce wypisywać, jak to Jeffrey Archer całe życie pisze jedną i tą samą książkę. Prawdę mówiąc od około czwartego tomu tego cyklu przestałem się tym denerwować, bo, po pierwsze: ten człowiek jest i tak jednym z najlepszych narratorów, jakich w życiu poznałem, i po drugie: dłuższe cykle tak mają, że w pewnym momencie przestaje się zwracać uwagę na drobnostki i po prostu się chłonie dalszy ciąg historii o bohaterach, których polubiliśmy.

Jasne, nie będę oszukiwał: zakończenie sagi jest idealnie przewidywalne, jak zresztą ogromna większość wydarzeń, które spotkały rodziny Cliftonów i Barringtonów. Jedynie ktoś, kto nigdy nie czytał żadnej książki Archera (albo w ogóle nie czytał) być może da się zaskoczyć. Ale mimo to czytelnik już od sześciu książek zaangażowany i tak dozna wzruszeń, radości, i innych przeróżnych emocji towarzyszących lekturze powieści obyczajowej. Tak to po prostu działa.Continue reading →

Strzelmy sobie w łeb, czyli dziwna Japonia w Personie 3

Persona 3 teraz, gdy ograłem zarówno czwartą, jak i piątą część, niestety nie robi już takiego wrażenia, jakie z pewnością wywoływała u graczy w momencie premiery. Jednak wciąż oferuje zabawę na dobrym poziomie, którą warto polecić fanom japońskich gier RPG. Jeśli jednak nie grałeś jeszcze w nowsze odsłony, zaklinam Cię na wszystkie świętości, graj chronologicznie! Będziesz mieć lepszą zabawę.

Bowiem o ile historie za każdym razem przedstawiają innych bohaterów (głównych, tło pozostaje podobne), tak rozwój systemu serii jest ciągiem zmian na lepsze, i po prostu wiedząc jak sprawy zostały rozwiązane w czwórce i piątce widać niedostatki trójki.Continue reading →

Prawie rok lektury, czyli o „Śladach” Jakuba Małeckiego

Parę dni temu skończyłem czytać „Ślady”, i akurat w tym samym czasie na YouTube na kanale Bukbuk pojawił się stosunkowo długi wywiad z autorem. To, co Jakub Małecki miał do powiedzenia nieźle zgrało się z moimi wrażeniami ze „Śladów”, książki, którą zacząłem czytać przed wieloma miesiącami, ale od której robiłem sobie długie przerwy.

Jest to pozycja trochę podobna do „Dygotu”, który znowu był nieco podobny do twardochowego „Dracha”, opisując wiele historii ludzi ze sobą powiązanych rodzinnie, a przynajmniej spowinowaconych. Każda historia rozpoczyna się od mapy, dzięki której czytelnik może się zorientować w miejscu akcji, i tak obserwujemy kolejne pokolenia ludzi żyjących w tym kraju, poznając podstawową prawdę o społeczeństwie: każdy człowiek jest różny, inny, jest indywidualnością, której nie sposób powtórzyć, skopiować. Życie osób nawet stale stojących z boku, nie wpychających się w bycie częścią większej społeczności to także taki mały wszechświat wydarzeń, dramatów i radości.Continue reading →

Nazywam się Lara Cr… tfu, Chloe Frazer, czyli o Uncharted: Zaginionym Dziedzictwie

Pierwszą grą, jaką ograłem na PlayStation 4 był Infamous: Second Son. A potem zachwyciłem się dodatkiem, First Light, nie tylko dlatego, że oferował nieziemskie atrakcje wizualne. Moje gorące uczucie wzbudził fakt, że był to „dodatek samodzielny”, czyli można było go ogrywać bez posiadania podstawki. Nawet kupiłem go na płycie, by zaoszczędzić, po ukończeniu sprzedając.

Wspominam o tym, bowiem od tego czasu stałem się ogromnym fanem takich przedsięwzięć. Dodatek do gry nie wymagający posiadania oryginalnej, pierwotnej wersji gry to pomysł w dziesiątkę. Bawiłem się tak z Assassin’s Creed: Freedom Cry, próbowałem bawić się z The Last of Us: Left Behind. A ostatnio do grona producentów oferujących ten miły rodzaj “rozszerzenia” dołączył sam Naughty Dog, których Zaginione Dziedzictwo zawstydza niejeden „pełen” tytuł, oferując prawie dziesięć godzin zabawy na najwyższym poziomie w cenie połowy nowego tytułu.Continue reading →

Forrest Gump w stylu Hakana Nessera, czyli jak poprawić sobie humor

Nie licząc Mankella i Larssona, którzy są niejako poza kategorią, dwóch twórców skandynawskich uważam za lepszych, bardziej utalentowanych od reszty konkurencji: Asę Larsson i Hakana Nessera. O ile na kolejne powieści tej pierwszej czekam i nie mogę się doczekać, tak pan Nesser napisał tego już sporo, i co rusz wychodzi coś nowego. Tym razem w mój czytnik wpadła powieść nie należąca do żadnego większego cyklu, zatytułowana „Jedenaście dni w Berlinie”.

Rzecz jest absolutnie świetna. Poznajemy bohatera, młodego Szweda, który po wypadku w dzieciństwie ma spore problemy ze skupieniem, stał się powolniejszy, wiele stracił na zdrowiu, głównie przez uszkodzenie mózgu. Żyje sobie z ojcem, wujem i ciotką, aż nagle na łożu śmierci ojciec mówi mu, że w Berlinie mieszka jego matka, i że musi do tegoż Berlina się udać, by ją odnaleźć i przekazać pewien przedmiot.Continue reading →

Nie, w moich oczach nic „Uratuj mnie” nie uratuje

Z realizmem magicznym jest trochę jak z literaturą grozy. Wiemy, że czytamy bzdury, duby smalone, ale i tak się dobrze bawimy. Poprzeczkę zmieniającą przyjemne wrażenie płynące z historii na rzecz przesadzoną i już znacznie trudniejszą do przyjęcia każdy ma zawieszoną na innej wysokości. Dlatego też znajdzie się wielu, dla których „Uratuj mnie” będzie kolejną dobrą powieścią Musso. Tym lepiej dla nich, a dla mnie gorzej, bo czas z książką spędzony niestety uważam za zmarnowany.

Początkowo nic nie zapowiada katastrofy, wręcz przeciwnie. Pamiętając o naprawdę niezłym „Central Parku” w wyobraźni nawet widziałem kolejną, podobnie interesującą książkę, może z równie nieprzewidzianym przeze mnie zakończeniem? Poznajemy bohaterów, widzimy ich uczucie, dostrzegamy zależności życiowe, które ich powstrzymują, i tak dalej, niemalże widząc już czekające przeszkody, z pewnością do pokonania.Continue reading →

Żeby takie arcydzieło było tak mało znane! Skandal i granda, czyli jak zachwyciłem się NieR

Wydana w tym roku gra o tytule NieR: Automata została przez ludzi, którym ufam uznana za tytuł bardzo dobry, za godną kontynuację całej serii, do której zalicza się cykl Drakengard (mi nie znany) oraz poprzednik: NieR. Jak zwykle zachciało mi się najpierw obejrzeć tytuł wcześniejszy, którego ostatnio wcale nie jest tak łatwo dostać w wersji na PlayStation 3. Krótko mówiąc: zapłaciłem drożej, niż za nową, zafoliowaną Automatę.

I czym się NieR okazał? Czy mnie zachwycił? No ba! Ale nie tak od razu, o nie, miałem w pierwszych godzinach zabawy poważne wątpliwości, prawie odstawiłem grę na bok…Continue reading →

Social Widgets powered by AB-WebLog.com.